środa, 17 sierpnia 2016

Obedience - nowy początek



Chciałam napisać podsumowanie ostatniego seminarium obedience, ale nie wiem jak. Nie zaczęliśmy żadnych nowych elementów, naprawialiśmy to co zdążyłam popsuć. 

Obedience to sport dla wytrwałych, łatwo popaść w rutynę schematów, stracić kontrolę nad szczegółami, nie skupiać się na tym, na czym powinniśmy. Po prostu staram się powiedzieć że bardzo łatwo jest powiedzieć "pie*ole nie robię, pójdę na agilitki" Kluczowe tu jest podejście i motywacja. Jednak nie taka psia, na nowy szarpaczek czy superowe smaki. Motywacja siebie samych. Na seminarium został właśnie poruszony temat motywacji i nagradzania siebie jako przewodników. Bardzo dużo rozjaśniło mi to w głowie. Mówię tak ponieważ przed seminarium, miałam chwilę kiedy pomyślałam "pie*ole nie robie... pójdę na agilitki" Spotkanie z Oliwią było moją ostatnią deską ratunku. 



Przez dwa dni treningów nauczyłam się przenosić pracę w zupełnie inny stan umysłu. 
Inaczej kończę i zaczynam treningi. 
Zmieniłam styl pracy z tego jaki ktoś mi narzucił - na taki który podoba się mi.
Zaczęłam używać innych metod w szkoleniu.
Inaczej nagradzam psa.
Pilnuje komend i haseł.
Poznałam nowy fajny sposób na prowadzenie zeszytu treningowego.
Zaczęłam zwracać uwagę na to na co wcześniej uwagi nie zwracałam.
Teraz rozumiem pewne zachowania Yody które pojawiały się czasem w sesjach.
Wiem jak reagować w sytuacjach które wcześniej mnie irytowały.
Będę zwracać dużą uwagę na stopniowanie nagród.


Zaczęłam warunkować pewne schematy zupełnie inaczej, teraz wysłanie po aport nie jest ćwiczeniem które nagrodzi szarpak po pokonaniu połowy trasy z koziołkiem w pysku, wysłanie po aport to odłożona nagroda którą jest sam koziołek a bieg do kwadratu nie różni się niczym od przebiegnięcia tunelu  agility. Teraz wiem na jakich emocjach muszę pracować żeby to było przez nią właśnie tak odbierane. Praca to zabawa.




Jak część z was wie, lub też nie - starałam się nauczyć Yodę troche innego chodzenia na kontakcie. Nie podoba mi się pies przy nodze który idzie z głową przekrzywioną na prawą stronę. Mi cholernie podoba się stepik! Idealnie prosta, zadarta do granic możliwości głowa i piękny taniec łapkami. Tak, to jest to. Ale oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie spierdoliła. Załamałam się, totalnie żadna znana ludzkości metoda nie poskutkowała. Wybrałam najdłuższą, ale najbezpieczniejszą drogę - kliknie. Chodzenie przy nodze wygrało bitwę, ale ja wygram wojnę! :P 


Dostawianie i równanie to dwie rzeczy do których co jakiś czas się wraca, bo to zawsze się "rozreguluje" Poznałam fajne ćwiczenia na jedno jak i na drugie, mam w planie skupić się na dostawianiu, bo jednak nie jest tak jakbym chciała żeby było.

Nauczyłam się również pracować nad detalami. Wcześniej chciałam mieć pod kontrolą wszystko, i kiedy ćwiczyłyśmy kontakt wzrokowy starałam się zwracać uwagę również na wygląd i miejsce przy nodze, przez co kładłam zbyt dużą presje na psa. Nie widziała w tym tak dużej radości jaką powinna,
Od seminarium zaczęłam pracować zupełnie innym stylem niż dotychczas, poznałam wiele "obihacków" dzięki którym dość sporo rzeczy będzie jaśniejsze i prostrze dla niej. 
Muszę popracować teraz nad sobą, bo znów okazało się że mam genialnego psa, tylko ja odstaje. 



niedziela, 7 sierpnia 2016

Q&A - odpowiedzi na wasze pytania

Fot. Aleksandra Grad

1. " Dlaczego akurat Yoda, jak do ciebie trafiła? Była planowana? "

Dlaczego akurat ona.. Nie potrafię udzielić konkretnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż to nie ja znalazłam ją, tylko ona mnie. Trafiła do mnie totalnie przypadkiem. Szczeniak był planowany od wielu lat. Jednak zawsze "coś" przeszkadzało i nigdy nie udało się doprowadzić tego planu do końca. Zawsze powtarzałam że plany lubią tonąć w planach ;)



2. "Czy Yoda jest spełnieniem twoich marzeń? Od zawsze chciałaś bordera?"



W pewnym sensie tak, jest spełnieniem moich marzeń. Zawsze marzyłam o psie stosunkowo małym, z chęcią do pracy, z predyspozycjami i z wyglądem lisa... Taka właśnie jest Yoda :)

Od zawsze chciałam owczarka, miałam pewien epizod w życiu gdzie totalnie nakręciłam się na ttb, aczkolwiek całe szczęście szybko mi minęło. Wychowałam się z Owczarkami Niemieckimi i miałam ogromny dylemat nad wyborem jednej z tych dwóch ras.


3. " Macie/miałyście jakieś problemy? Jak zostały rozwiązane/z czym się jeszcze borykacie?"



Oczywiście że miałyśmy jakieś problemy, chyba każdy je miał. Naszym głównym problemem jest ekscytacja. Rozemocjowany border to zły border. A no i Yoda bardzo ciągnie na smyczy :p

Nie mam jakichś większych problemów, to jest szczeniak, lubi broić i sprawdzać na ile może sobie pozwolić w danych sytuacjach. No i kluczowe hasło - nie wolno gniewać się na border collie za to że są border collie :)


4. "Kiedyś czytałam, że chciałaś mieć ONka. Czemu zmieniłaś zdanie i wybrałaś BC ?"



Tak jak pisałam wyżej, miałam ogromny problem nad wyborem jednej z tych dwóch ras. Z moich obserwacji wynikało że te psy w pracy i w sporcie są bardzo podobne do siebie. Chciałam psa do agility i obedience, miałam możliwość sprawdzenia na torze obu ras, oraz spędzenia z nimi trochę czasu "po za" pracą. Psy te w sporcie są do siebie bardzo podobne, i oba spełniały moje wymagania, jednak po za treningami różnią się od siebie diametralnie. Owczarek Niemiecki użytkowy - bo nad takim się zastanawiałam - byłby dużo większym wyzwaniem, nie twierdząc że Border należy do prostych w obsłudze psów. Aczkolwiek użytek i jego popędy w nieodpowiednich rękach mogą przerodzić się w koszmar. Tak więc wybrałam mniejsze zło.



5. "Nie przypominam sobie żebyś kiedyś mówiła że chcesz bc, czemu ukrywałaś to aż do momentu zakupu psa?" 


Nie widziałam potrzeby odnosić się  tym publicznie, to moja sprawa kiedy i jakiego psa biorę. I z kolejnym psem będzie podobnie. Niejednokrotnie spotkałam się z sytuacją że osoby dookoła mnie szczęśliwe trąbiły o tym kiedy i skąd biorą.. Zazwyczaj kończyło się to odwołaną rezerwacją. Nie mniej jednak Karma wraca, pamiętajcie o tym :* 


6. "Jak na siebie trafiłyście?"



Przeglądając tablicę na facebooku znalazłam post o treści "Jeszcze dwóch chłopców po Jill i Alibi szuka swoich właścicieli." W pierwszej chwili to zignorowałam, aczkolwiek chwilę później wróciłam pamięcią do niego.. do Lotrando..... Piękny pies, idealny border collie..... Do którego wzdychałam, i marzyłam że kiedyś będę mieć "takiego psa"  Nie byłam pewna czy Lotrando to Alibi, ale coś mi świtało że on właśnie tak miał na imię. Kiedy się okazało, że to ten sam pies (!!!) postanowiłam szybko sprawdzić sukę, poszperać trochę w czeluściach internetów. W końcu decyzja. Chcę go.



7.  "Jak to jest mieć papisia? Yoda szybko rozumie jak ma zrobić np nową sztuczkę?"



Szczeniaczek to kupa radości!... Z przewagą kupy... Ale jak się zaciśnie zęby to można jakoś przeżyć. Ja osobiście z utęsknieniem czekałam na moment w którym moja suka będzie mieć tak 7-8 miesięcy, bo za szczeniaczkami nie przepadam. a co do sztuczek, to zależy. Nie uczę jej jako takich sztuczek bo szkoda mi na nie czasu, sukces osiągniesz w tedy, kiedy zrozumiesz że nie możesz psu kazać coś zrobić, możesz go jedynie o to poprosić.


8. "Dlaczego Yoda a nie inny psiak z miotu?"

 Hodowca nie był pewny czy to dobry pomysł abym brała psa akurat z tego miotu do agility. Jill daje dość "dużych" chłopców, a sam Alibi do małych borderów nie należy. Suczka miałą zostać w hodowli, tak więc było "pozamiatane".. Szkoda jak cholera, no ale trudno. Aż któregoś dnia zobaczyłam wiadomość na facebooku "a przeszkadzałby ci mały załomek na ogonku?" ....... Nigdy nie czułam tak wielkiej wewnętrznej radości jak w tamtej chwili..... Po ustaleniu szczegółów dostałam ją... Malutką, leciutką, urodzoną po to by latać... Merle suczkę bez kawałeczka ogona :) 

9. "Kleiłaś Yodzie uszy?" 

Kleiłam. Kiedy miała 3 miesiące skleiłam jej uszy dwa razy po 12 godzin z dwudniową przerwą między klejeniami i później już stały cały czas. 


Przy wymianie zębów dość poważnie opadły


ale uznałam że podoba mi się w takich oklapniętych, więc już nie chciałam kleić. No ale uszy miały inny plan na życie, i wstały na baczność same chwile po wymianie ostatniego ząbka :) 

pozwoliłam im żyć własnym życiem
Nawet gdybym nie kleiła, to na 101% same by wstały, bo na 5 szczeniaków z miotu, tylko Yoda miała klejone, reszta postawiła na naturalność i... Wstały u wszystkich pięciu pupsów. 

całe szczęście jej wstały, bo pożałowałabym decyzji
że pozwoliłam im na leżenie... :p 

10. "Mówiłaś kiedyś że bierzesz bordera do obi, a robisz z nią więcej agility i frisbee niż obi. Zmieniłaś zdanie?" 

Nie, nie zmieniłam zdania. Nadal naszym planem na życie jest obedience. Niedługo, bo za tydzień idziemy na nasze już drugie seminarium, i wciąż staramy się być coraz lepsze. Nasze obi jest trochę trudniejsze niż obi przeciętnego psiarza, bo szkolę ją metodą "IPOwca" :p Trochę inna technika...wszystkiego. Taki styl pracy o wiele bardziej mi się podoba, ale również trzeba poświęcić temu o wiele więcej czasu i treningów a postępy nie następują tak szybko jak w typowym stylu. Agility to sport z którym też mimo wszystko wiążę jakieś plany. Staramy się chodzić na treningi w miarę regularnie, bądź ćwiczyć na torze u znajomej. Jednak nie jest to kluczowy sport w naszym życiu. A frisbee? Cóż... Do tego mam taki stosunek, że jak młoda lubi dyski, to mogę jej raz za czas coś rzucić, dla funu. Nie widzę nas jednak nigdy na żadnych frisbowych zawodach :)  


To już wszystkie pytania, dziękuję za miłe odebranie mojego pomysłu na notkę, myślę że takie odpowiedzi są wystarczające. Może kiedyś powtórzę ten wpis. 


sobota, 6 sierpnia 2016

"Border Collie - pies na pilota"

fot. Aleksandra Grad. 

Siedząc w środowisku psiarzy nie da się nie zauważyć hejtu na wszystko. I przeważnie nie zwracam na to uwagi tylko scrolluje tablice dalej, ale pewna rzecz ostatnimi czasy powtarza się nagminnie, stwierdziłam zatem, że się wypowiem. 

Szczerze to nigdy nie widziałam żeby jakiś właściciel bordera mówił o nim w samych superlatywach, nie spotkałam się też z tym aby jakiś właściciel bordera hejtował psa innej rasy - bo nie jest borderem. Ostatnio zrobił się modny tzw "hejt na programowane psy" co nie jest niczym innym jak hejtem na rasę border collie.
Sarkastyczne wypowiedzi odnośnie tego, że border jest najlepszy w każdej dyscyplinie sportowej, że jeśli chcesz coś osiągnąć i "być kimś" -cokolwiek to znaczy - to musisz kupić bordera i wiele wiele innych. Publiczny lincz rasy, i coraz częstsze (oczywiście też publiczne, bo trzeba pokazać jak bardzo nie lubimy tych psów!!) zaklinanie że nigdy nie wzięłabym psa rasy BORDER COLLIE bo rasa to "gówno"  i z psem tej rasy osiągnąć sukces najłatwiej, bo bordery przecież się programuje i jazda!
Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś nie lubi rasy, to normalne, ale tu pojawia się pytanie - dlaczego właściciele borderów nie wylewają żali odnośnie innych ras tak otwarcie i tak często jak robią to właściciele nie borderów?  Zastanawiające jest też to, dlaczego nikt z nich nie zajmie się swoimi "nieidealnym psem", a robią wokół siebie "otoczke zajebistosci"  plując pod łapy 'idealnym' borderom.
Jak czytam setkę komentarzy w których ludzie wypisują jak bardzo nienawidzą rasy, to zastanawiam się co ich boli. Czy czują żal do właścicieli bc że kupili sobie właśnie takiego psa, czy też może mają jakiś kompleks na punkcie swojego psa i jego pracy? Nie wiem, szczerze nie obchodzi mnie to.
Ludzie pozapominali, że border collie to nie jest maszyna do pracy,  to normalny pies taki jak pekińczyk, whippet,  ONek czy spaniel. Sport to tylko mały procent wspólnego życia a miłośnicy rasy zdecydowali się na border collie nie tylko ze względu na predyspozycje, bo ras z predyspozycjami jest bardzo dużo, a dlatego że kochają ten jeden jedyny i niepowtarzalny charakter , wygląd, cechy fizyczne, psychiczne... Predyspozycje to wisienka na torcie.