sobota, 30 lipca 2016

Wybór imienia dla psa

Psiarze zazwyczaj nazywają swoje psy imionami jakie im wpadną w ucho, byle by były dźwięczne, najlepiej krótkie i takie jakich jeszcze nie ma. No i wsio. Ale niektórzy przykładają do imion większą wagę. 


Zauważyłam to już niejednokrotnie, że imię odzwierciedla duszę psa. Ale jak to? Przecież właściciel nie mógł tego przewidzieć nadając imię szczeniaczkowi. Ano właśnie, i tu tkwi zagwostka. Imiona jednak COŚ oznaczają. Co rusz spotykam się z Flow która płynnie przechodzi przez rundę freestyle, czy z Nutą która jest prawdziwą muzą na torze agility, albo z Fly, który ma oszałamiającą technikę skoku i który dosłownie lata nad stacjonatkami nie strąciwszy żadnej, czy też z Creepy którą jest na prawdę straszna i nie do ogarnięcia, Wenę która zawsze daje z siebie wszystko albo taką małą niepozorną (J)Ill która jest kurewsko przebiegła i chytra, oraz włada na prawdę mocnym charakterem. <imiona przypadkowe> Tak się składa że ja akurat jestem skłonna uwierzyć w tę tezę, nie przypadkowo nadałam mojemu psu imię Yoda. 

"Niezwykle potężny jedi. Mimo niewielkiego wzrostu i sędziwego wieku jak większość jedi był niezwykle wygimnastykowany i zręczny. Walczył wyznając zasadę szybkość przeciwko sile.  Jedi jego czasów uważali go za jednego z najpotężniejszych i najmądrzejszych członków zakonu."

Yoda to po prostu mistrz. 
Imię to już poczyniło pierwsze zmiany w naszym życiu i może zabrzmi to dosyć absurdalnie, ale Yoda jak wiemy był mały, bardzo mały tak też moja Yoda jest karłem (47cm) gdzie jej bracia dobijają już prawie do 54-55cm wow! Przypadek? :D 

Imię to pierwsze słowo które zapisujemy na przysłowiowej pustej kartce którą otrzymujemy wraz ze szczeniakiem, i oczywiście imię nie odwali za nas całej roboty, ale wpłynie na nasze dalsze losy. Należy pamiętać że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. 

A imiona waszych psów poczyniły doświadczalne zmiany w waszym życiu? 
Czy są po prostu imionami? 



wtorek, 19 lipca 2016

Wszystko od nowa



Nadszedł ten czas. Czas w którym mam ochotę niechcący zgubić Yodę w parku a potem okłamać wszystkich że zrobiłam ogłoszenia, że jej szukam.. Czas w którym mam ochotę niechcący zacisnąć obrożę za mocno i udawać że nie widzę jak umiera.. Czas w którym mam ochotę otworzyć balkon, niechcący wyrzucić piłkę za barierkę i patrzeć jak Yoda próbuje nauczyć się latać z trzeciego piętra.. Czas w którym mam ochotę się zabić, bo wiem że im bardziej się na nią denerwuję tym bardziej ją psuję. Tak. To czas buntu. 

Nie mam zamiaru jednak odpuszczać jej czegokolwiek. Zaczniemy wszystko od podstaw, obniżymy poprzeczkę, ale nie odpuszczę jej tak łatwo. Czas znów zacząć obchodzić się z nią jak ze szczeniaczkiem który dopiero wszystkiego się uczy, zacisnąć zęby, wyrzucić z domu wszystkie ostre przedmioty, które mogłyby mi pomóc kiedy ciśnienie będzie niebezpiecznie duże i... przejść jakoś ten etap. Może obie przeżyjemy... xd

Nie wnikając jakoś szczególnie w życie codzienne-poza sportowe, gdzie zawaliło się totalnie wszystko, w obedience idzie całkiem zacnie. Największy przełom z którego jestem najbardziej dumna to to, że Yoda może być totalnie na drugim końcu tęczy, ale kiedy powiem "ready?" automatycznie przełącza się na tryb "tocobędziemyrobić?" mogę jej zaufać, bo wiem że kiedy pracuje nie pobiegnie do żadnego dzieciaka czy psa, nie oszczeka skutera czy nie pójdzie zżerać skór z chleba wywalonych na trawę dla gołębi (tak, głodze ją xd) 

Zdarzy się czasem tak, że lejdi ma zły dzień, w tedy jest głucha na komendy i rzuca mi wyzwanie "kto dłużej wytrzyma" polega to na tym, że wprowadzam psa w tryb pracy, wydaje komendę  a pies jest na nią głuchy, stoi w zniesmaczeniu że czemu ja jej nie dam zabawki, przecież poświęciła mi swoją uwagę, a za to należy się co najmniej wycieczka na karaiby albo chociaż ta zabawka co to ją w ręce trzymam. 
No ale z drugiej strony.. na fejsbukach pełno jest teraz "idealnych" szczeniaczków a my nie lubimy być jak reszta... My musimy się wyróżniać! Idealność jest dla cieniasów.. Z idealnym psem byłoby nudno :P


sobota, 16 lipca 2016

COLLAR Liker - piłka na sznurku



Piłka na sznurku występująca w dwóch rozmiarach M-6,5 i L-8,5. Można kupić również w wersji bez sznura. COLLAR występuje tylko w jednym kolorze.
Na pierwszy rzut oka, zwykła piłka na sznurku dla średnich i dużych psów. Kiedy przyjrzymy się jej z bliska od razu zwrócimy uwagę na jej strukturę. Piłka jest wykona z bardzo podobnego (jak nie tego samego) materiału co znany i lubiany przez wielu puller. Po pierwszym kontakcie z dłonią piłka jest wyczuwalnie twarda, aczkolwiek po kilku treningach stopniowo zmniejsza opór i staje się coraz bardziej miękka - znów mogę porównać ją do pullera. Ja mam rozmiar M, którego całkowita długość wynosi 33cm. Mimo że piła jest dość sporych rozmiarów jak na pysk mojego mini borderka, to z łatwością suka się w nią wgryza. Piłka ma to do siebie że jeśli ząb psa nie złapie jej pewnie, pod wpływem śliny będzie wyślizgiwać się psu z pyska (nie ma tego problemu przy aportowaniu z wody/na lądzie) Producent mówi, że COLLAR Liker zrobiona jest z polimeru, który łączy w sobie zalety gumy, plastiku, nylonu i bawełny, dla mnie jednak to taka twarda pianka. 



Sznurek to sztoss! Jest wykonany na pół z nylonowej liny przeplatanej gumą! :D 
Czarna część sznurka to materiał, biała natomiast to guma, co ułatwia psu wyławianie piłki z wody, dodatkowo sznurek nie namaka prawie wcale i schnie z prędkością światła, dobrze leży w dłoni, nie generuje przykrych zapachów. Sznurek nie rozciąga się. 

Piłka jest leciutka, mimo to lata na prawdę daleko, z łatwością można ją wyrzucić na sam środek jeziora. Nie wiem od czego to zależy, ale Yoda aportuje wszystko co ma sznurek trzymając za sznurek a tę piłkę aportuje trzymając za piłkę ;). 

Świetna zabawka do wody, dzięki żywemu kolorkowi bardzo łatwo psu przychodzi zlokalizowanie jej, dzięki temu że sznurek jest po części z gumy dzielnie i wysoko na tafli wody pływa razem z piłką która w 3/4 również wystaje nad taflę. Nie brudzi się wcale, może jedynie oblepić się piaskiem po kontakcie z wodą/psią śliną. Jeśli wasz pies preferuje szarpanie się za sznurek, to guma może pęknąć



aczkolwiek trudno o to, 50% naszego szarpanka była właśnie za sznurek, i pękła tylko jedna mała gumeczka, mimo to piłka nadal spełnia swoje zdanie. Fajnie i wysoko odbija się od różnego podłoża, m in. od trawy, to zdecydowanie nasza ulubiona ze wszystkich piłek na sznurku jakie mamy, pierwsza i nie ostatnia, z czystym sumieniem mogę ją wam polecić.


czwartek, 7 lipca 2016

Ruffwear Front Range


Miałam nie kupować żadnych szelek, póki Yoda nie skończy fazy wzrostu, ale kiedy suka niebezpiecznie mocno zaczęła dusić się na obroży zapadła decyzja o zakupie szelek. Miały być to jakieś tanie przejściowe szelki z zoologa, jednak postanowiłam zaszaleć i kupić coś porządnego, co starczy na dłużej, w sumie Pyśka prawie fazę wzrostu skończyła. Ruffwear Front Range to takie bardziej wypasione.... Hm guardy?  Tak, do tych szelek im chyba najbliżej. Mamy rozmiar S. Dylemat był z kolorami, bo szelki występują w czterech oszałamiających kolorach: 
• Twilight Gray
• Pacific Blue
• Alpenglow Pink
• Campfire Orange 
mimo wszystko zdecydowałam się na kolor szary że względu na to że Yoda nie oszczędza za bardzo rzeczy które jej kupuje. Wzięłam ten kolor z uwagi na to że nie brudziłby się tak jak inne, jaśniejsze. Bałam się też że nie trafimy z rozmiarem, a jednak moim zdaniem trafiliśmy idealnie (jeśli macie inne zdanie, piszcie śmiało w komentarzach, bo to może ja się nie znam) szelki nie wchodzą pod pachy, są rozregulowane trochę bardziej, aby (jednak jeszcze rosnący) szczeniak miał trochę luzu, ale mimo wszystko nie był w stanie się z nich oswobodzić. Szelki nie przekręcają się mimo trochę większej regulacji, co jest mega plusem, ponadto idealnie rozkładają ciężar ciała, suka przestała się dusić - co było głównym powodem zakupu szelek.




Materiał z którego zostały zrobione te spacerowe, jak i 'wyprawowe' szelki daje duży komfort, jest miękki i nie obciera psa. Taśmy nośne dopasowują się do sylwetki psa dosyć przyzwoicie, klamerki są sprytnie pochowane, aczkolwiek zależy jak bardzo pobawimy się regulacją.  Smycz możemy podpiąć do pierścienia w górnej części szelek, który zrobiony jest z aluminium, bądź też do zaczepu, który jest na klatce piersiowej, zrobiony z części materiału (taśmy) obłożonej gumą, który zapobiega ciągnięciu. (kiedy pies pociągnie jest obracany przodem lub bokiem do nas) Szelki można bardzo dokładnie wyregulować bo są AŻ cztery punkty regulacji! Mają również dwa punkty, gdzie można umieścić swoje dane. Kieszonkę na rzep u góry, która podpisana jest 'metką' ID oraz wewnątrz szelek jest wprasowana karteczka z miejscem na imię i numer telefonu. Szelki są również wyposażone w odblaskowe wykończenia które... nieźle dają po oczach w noc lub też w słoneczny dzień.. :p 

Front Range wydają się masywne, i bałam się że będą pochłaniać dość dużą część psa, ale o dziwo są bardzo lekkie a góra zajmuje na prawdę bardzo mało miejsca. Yoda wodę pała na prawdę wielką miłością, także szelki już milion razy były moczone w przeróżnych zbiornikach wodnych, od kałuż, po rzeczki aż do jezior. Zauważyłam że bardzo szybko schną, i po "panierowaniu" (woda+piasek/ziemia) bardzo łatwo je wyczyścić. Wystarczy zdjąć z psa, wsadzić do wody i zamerdać nimi kilka razy. Działa nawet jak bród zdąży już wyschnąć i się wchłonąć wgłąb szelek!



Zniszczeń nie zaobserwowałam żadnych, ale wiem że w niektórych modelach wychodziły nitki, jednak nic poważnego się z nimi nie działo, szelki dalej pełniły swoją funkcje. Drogie, ale warte swojej ceny. praktyczne, wygodne, dające duży komfort psu. Jednym słowem polecam ;)