poniedziałek, 27 czerwca 2016

ObiSamoSięNieZrobi


W ostatnią sobotę miałyśmy tę przyjemność uczestnictwa w seminarium obedience z Oliwią Osman.
Było bardzo gorąco, dało się to odczuć nam, jak i psom, zaczynaliśmy o 11, i już w tedy było dosyć parno. Yoda nie jest jeszcze przyzwyczajona do upałów, jest to jej pierwsze w życiu lato, z każdym kolejnym będzie lepiej, aczkolwiek teraz trzeba przyzwyczajać sukę do pracy w upalne dni, poprzez krótkie sesje, które będą się stopniowo wydłużać. Nie ma sensu uciekać do domu i wychodzić dopiero po 22. Moim zdaniem pies powinien pracować w każdych warunkach i do tego dążę :).


Pierwsze wejście, planowo 20 minut. Zeszłyśmy po 15, nie było sensu suki dłużej męczyć. 
Trochę było mi nie w smak, że mój border collie odmówił pracy i wybrał kawałek betonu, który był w cieniu... ;) 


Drugie wejście, znów planowo 20 minut. Tutaj mile się zaskoczyłam, wchodząc na ćwiczak byłam przekonana że po odpięciu smyczy Yoda pobiegnie do cienia (sama chętnie bym tak zrobiła w tamtej sytuacji) otóż.. przeliczyłam się. Bardzo ładnie pracowała, pynnie przechodziła z jedzenia na zabawkę, starała się kombinować i myśleć, i o dziwo nie próbowała sprawdzić "na ile może sobie pozwolić w nowym miejscu" co jej się często zdarza, mądra pyśka! 

Wejście trzecie, planowo 10 minut, ale mieliśmy tych minut 15, z racji wcześniejszego skończenia sesji pierwszej. Z tego wejścia co by nie było jestem najbardziej zadowolona, i to już nie chodzi o pracę (której swoją drogą nic zarzucić nie mogę ;)) a o to że wreszcie komuś udało się wytłumaczyć zmiany pozycji............ :p Jasno powiedzieć dlaczego tak a nie inaczej, po co tyle komend, jak uczyć żeby nie spieprzyć... Przekopałam chyba cały internet w poszukiwaniu informacji czemu tak a nie siak, a Oliwii udało się wszystko mi wkłuć, i to nawet tak dosadnie, że po powrocie do domu przelałam to na papier i jestem pewna że już o niczym nie zapomnę! :P 


Wszystkie zdjęcia w poście są autorstwa Natalii Gumuły 

Od dziś diametralnie zmieniłam swoje podejście do obedience, 
zaczęłam rozpisywać sesje i planować treningi.
Zaczęłam robić wiele rzeczy inaczej, i na wiele rzeczy patrzę inaczej. 
Na nowo pokochałam obi :D 







wtorek, 7 czerwca 2016

6 miesiecy Yody



Nie wierzę że to tylko 6 miesięcy, czuje się jakbym spędziła CAŁĄ WIECZNOŚĆ z tym wybrykiem natury :D

Sporo borderków niedawno kończyło 6 miesięcy i dużo osób pisało te podsumowania. Ja miałam nie pisać, co to kogo obchodzi jak setny szczeniak dorasta czy jakie ma problemy. No ale właśnie przez czytanie tamtych notek czy postów zdecydowałam się opisać jak to było u mnie, bo było nieco... Inaczej.. 
No to od początku. Dużo osób narzekało, wymieniało wady, to ile już przerobili, jakie bordery są nieidealne w rzeczywistości i jak trudno nad nimi zapanować. Że te borderki to takie nieusłuchane, odniosłam wrażenie że ludzie chcą się prześcignąć kto miał/ma więcej problemów ze swoim bc. Tak czytam czytam i zastanawiam się czy trafił mi się pies ideał, czy po prostu ja jestem taka fenomenalna i nieświadomie nie dopuściłam do prawie żadnych problemów xD 


Yoda jako szczeniaczek zawsze miała przywołanie, od pierwszych dni, aport też, czasem był szybszy czasem wolniejszy ale zawsze był, odwołanie było kiedy uciekałam, motywacja i skupienie też, czasem większe czasem mniejsze ale zawsze było. Jedyny problem który na prawdę mogę skategoryzować jako problem to przesadna miłość do ludzi. To na prawdę przeszkadza nam w życiu codziennym, kiedy była mała wyrywała do ludzi z naprawdę dużych odległości, była jak w "transie" jednak wystarczyło dosadnie powiedzieć jej że nie życzę sobie takiego zachowania i .. nie powiem że problemu nie ma, bo nadal kocha ludzi, ale wiem że mogę jej zaufać w sytuacjach kiedy pracujemy, w tedy mogłoby się palić i walić ale ona nie odbiegnie do człowieka, a jeśli się choćby zawaha to na moje wołanie od razu zmienia zdanie i biegnie ile sił w łapkach do mnie. Nigdy nie pierdoliłam się w tej sprawie ze smakołykami, polegałam bardziej na odwracaniu uwagi i pokazaniu psu że przy mnie nie tylko jest dobre żarcie ale mega fun! Zajebista zabawa! Impreza! Szał ciał, pamiętaj gówniarzu, u matki zawsze najlepsze biby! :D 

Jestem raczej samouczkiem i to co ktoś mi mówi wpuszczam jednym uchem, trochę sobie przetrawię w głowie i wypuszczam drugim. Zawsze staram się sama kombinować, bo nikt tak dobrze jak ja nie znam mojego psa. Nie traktowałam jej również jako jakiegoś "nad psa" "bordera koliego" .. Na prawdę wiele osób mówiło mi że bordery to specyficzne psy potrzebujące specyficznego traktowania bo się zeschizują czy bóg wie co jeszcze zrobią. Że bordery są zajebiste w sportach, ale kiedy zostają zwolnione z komendy jest istny armagedon i gra między nim a właścicielem pod nazwą "kto kogo bardziej wkurwi" ... ŚMIECH NA SALI!

Od zawsze traktowałam ją jak normalnego psa, nie popuszczałam, nie pierdoliłam się w drobnych kwestiach. Jak zasłużyła to dostawała opieprz, od małego była bardzo karnym psem, wystarczyło krzywo popatrzeć a ona kładła uszy po sobie z miną "mamo wybacz, mogę umrzeć jak chcesz" ale na moje, to ona z czasem się wycwaniła i wiedziała że jak zrobi taką minkę to nie będzie darcia więc mimo to czasem krzyknęłam. Ludzie na ulicy często zabijali mnie wzrokiem kiedy stałam nad takim małym słodkim papikiem i dosadnym troche podniesionym głosem mówiłam "ale oberwiesz, kurwa oberwiesz' :D <3 

Frustrowało mnie też to że bardzo długo uczyłam ją załatwiania się na dworze, bo prawie do piątego miesiąca zdarzały jej sie "wpadki" i teraz jeśli nie wyjdę o tych konkretnych godzinach również pójdzie na balkon i po złości nasika (mieszkam na 3 piętrze, więc wszystko spływa na balkon sąsiadów....... :p) Wystąpiła u nas również chęć pasienia aut, ale z tym też w błyskawiczny sposób sobie poradziłyśmy, ale moją metodę zachowam dla siebie ;)

No i najgorsze.. ZŻERANIE.. Ta śmieciara zeżre wszystko co ktoś wyrzucił, od kości po suchy chleb, na papierkach po lodach kończąc. Na to nie mam siły i suka popyla w kagańcu na spacerach, może ktoś ma na to jakąś dobrą radkę? :P

Naszym planem na życie było obedience, ale trochę popuściłam i skupiłam się na podstawach agility. Młoda kocha również dekle, ale tego było się można spodziewać, po takim tatku inaczej być nie może :P Nigdy nie uczyłam ją łapania, nie nakręcałam ją na frisbee ani nie robiłam żadnych podstaw. Po prostu kiedyś pokazałam jej dysk, i nagle jej źrenice rozszerzyły się na całą powierzchnie oka i jak złapała tak...już nie puściła, szarpała się jak szalona! W filmiku można również zobaczyć moje zmaganie z rzutami... Szok i niedowierzanie, bo ja Yodę po prostu wykorzystywałam do przynoszenia mi dysku żebym nie musiała po niego latać, a ona aport zawsze miała silny więc nie było z tym problemu, aż jakieś półtora tygodnia temu wzięła i złapała w locie xD
Uprzedzając hejty - piesek nie połamie się ani nie "zjebie sobie stawów" bo ona nie skacze. Dobiega, otwiera pysk i łapie, czasem wybije się na 2-3 centymetry z przednich łap. 

Cztery miesiące temu spełniłam swoje największe marzenie, wiedziałam że od dnia 6 lutego 2016r może być tylko i wyłącznie lepiej! Nie żałowałam, nie żałuję i nigdy żałować nie będę, to była najlepsza decyzja w całym moim życiu. Z tego małego niepozornego papika wyrasta mi całkiem zacny borderek koli, bez schiz, bez problemów (nie ma psów idealnych, ale niektórzy często dramatyzują i nazywają problemem coś co nim nie jest) z normalną psychiką i (sic!) przesadną miłością do ludzi ... Ale poradzimy sobie i z tym! :D Trafiłam na psa z którym mamy charaktery które idealnie się dopełniają, mam wrażenie że Yoda to moja bratnia dusza, że to że ją mam to był jakiś głos z niebios, to na pewno nie jest przypadek..  
Nie narzekam na nic, tylko głowa do góry, nerka na biodra, smycz w rękę i ku przygodzie i udoskonalaniu więzi! :D



 Filmik na 6 miesięcy:

https://www.youtube.com/watch?v=r1VOb76Plg0&feature=youtu.be