wtorek, 20 grudnia 2016

Yoda kończy rok!

Wszystko zaczęło się wieczorem 6 stycznia 2016 roku. Przewijałam tablicę jak zawsze, ale wzrok stanął na pewnym poście. Mianowicie chodzi o to


Serce zabiło mi mocniej, obserwowałam ten miot i rodziców już wcześniej ale byłam przekonana że szczeniaki miały domy zanim się urodziły. Jak przeczytałam że dwóch chłopców jest wolnych postanowiłam spróbować. 

Zanim Yoda do mnie trafiła musiałam przejść szereg "zakrętów" na tej jakby mogło się wydawać prostej drodze. Jedna baba w miocie, do tego ponadprzeciętnie zjawiskowa... Zapadła decyzja, zostaje w hodowli. 


Kontakt z hodowcą był/jest cudowny! Nie ograniczał się do fejsbuka, do rozmów telefonicznych.. 
Rozmawiałyśmy o tym że wolałabym suczkę, ale nie chciałam rezygnować z takiego miotu ze względu na płeć, tym bardziej że to był ostatni miot Jill. Ostatnia szansa. Trudno, nigdy nie chciałam hodować, więc płeć nie była aż tak ważna. Miałam już wstępnie wybranego pieska.
Któregoś dnia, pamietam to jak dziś.. Byłam w pracy, robiłam sobie kawę i chciałam sprawdzić co tam na messengerze. 

"A słuchaj... mam pytanko, nie przeszkadzałby Ci mały załomek na ogonku?" 

Czytałam tę wiadomość chyba z 5 razy, chciałam zacząć się cieszyć, ale jakoś nie potrafiłam, bałam się że jak odpiszę to dostanę odpowiedź "przepraszam, pomyliłam się.. nie tu" 
Musiałam ochłonąć, przez godzinę marudziłam współpracownikom aż w końcu kolega zaargumentował to tak że postanowiłam odpisać. 
To nie pomyłka!!! Elwira chce dać MI suczkę ! Ryczałam jak bóbr :p
Przez dwa dni to do mnie nie docierało, a Elwira katowała mnie ciągne nowymi zdjęciami małej
Później zaczął się okres kiedy ryczałam bo bałam się że coś się nie uda, że na mojej drodze pojawi się coś, co sprawi że nie będę miałą tej suczki. Najgorsze były noce.. xd
Jak patrzę na to z perspektywy czasu, to śmieje się sama z siebie, ale w tedy targały mną tak wielkie emocje że przysłaniały mi racjonalne myślenie. 

Yoda ma już rok. To niesamowite, nadal pamiętam jak przez pierwsze kilka dni czułam się jak we śnie, wydawało mi się że ktoś mnie zaraz uszczypnie i się obudzę, albo że ktoś zapuka do drzwi i powie "dzięki za opiekę nad moim psem, możesz mi już go oddać"

Jest dokładnie taka jak Border Collie powinien być.
Jej praca jest bardzo dynamiczna, daje z siebie wszystko, zawsze. Jest psem myślącym, zwinnym, zwrotnym i szybkim. Jest doskonała w każdej dziedzinie sportu jaką do tej pory udało nam się sprawdzić. 

Naszym głównym zajęciem jest i będzie obedience, aczkolwiek będzie nas można znaleźć w agility, bo nie samym obi człowiek żyje ;) 
Młoda bardzo lubi frisbee więc czasem dla funu bawimy się dyskami.



Jest psem mojego życia :)
Mimo że ma tam swoje małe fazy kocham ją bo bez nich nie byłaby tą Yodą w której jestem zakochana po uszy. 
Wiem że na lepszego psa nie mogłam trafić, było warto czekać te wszystkie lata... 
Kocham Cię merlaczku!



czwartek, 27 października 2016

Maniakalne przebiegi obedience


W Kielcach organizowane były zawody treningowe. Co prawda nie miałam jeszcze zamiaru nigdzie startować, no ale jak mi je zrobili pod nosem, to grzech nie skorzystać

Szłam na nie aby zobaczyć "jak to jest" startować w zawodach, jakie emocje temu towarzyszą, i aby pokazać Yodzie że starty to taki trening.. Tylko że łatwiejszy. 

Będąc tam nie odczuwałam stresu w ogóle.
Moja kolej? Nie ma problemu, totalny czil. 
Rywalizacji jako takiej też nie odczuwałam, bawiłam się, śmiałam i czułam się jak w domu.
Atmosfera była cudowna.

Co do samego przebiegu
Yoda pięknie, z gracją, elegancją i dokładnością (może nie chirurga :p) wykonywała wszystkie jej powierzone ćwiczenia, nie wiem co mi odbiło w powrocie do psa na komendzie zostań, dlaczego w mojej główce narodził się plan obejścia jej i dopiero przyjęcia pozycji.. Sylwia ty chory pojebie xD
W zmianach pozycji też ręka mi drgnęła (ty i tak powiesz że to parkinson haha) i pies zrobił przejście nieczysto. Pod koniec usłyszałam że mam świetnego psa, ale ma w sobie zbyt dużo energii i chęci do pracy, za co w niektórych ćwiczeniach odcięli mi punkty... "Teraz jest dobrze, ale za 2-3 lata to wybuchnie" .. sama nie wiem co myśleć, mi tam się dobrze pracuje z tak chętnym i nakręconym na mnie psem ;) 


Klasa w której startowałyśmy, to klasa "puppy" w której oceniane były głównie umiejętności przewodnika, a nie samego psa. Na agility mi zawsze powtarzali "masz szczęście że masz takiego psa.. ona zawsze ci dupe ratuje" tak też teraz nie mogła mi dupy uratować, więc w niektórych momentach musiała się pewnie za mnie wstydzić (przepraszam Yoda, obiecuje że następnym razem postaram się bardziej xD) No ale koniec końców zdobyłyśmy trzecie miejsce i przyniosłyśmy do domu puchar (!!!) 

Szok! Jestem na prawdę bardzo dumna z suki, dała pięknie radkę, i nawet była trochę grzecznym borderkiem. A ja? Dostałam mega kopa motywacyjnego, będę starała się wyciszyć ją podczas ćwiczeń, a nasze chodzenie przy nodze z którym jakiś czas temu wróciłyśmy do punktu wyjścia zaczyna wyglądać coraz lepiej. 



Plany na przyszłe starty?
Na pewno bardziej skupić się na sobie, i bardziej ufać psu. 


środa, 17 sierpnia 2016

Obedience - nowy początek



Chciałam napisać podsumowanie ostatniego seminarium obedience, ale nie wiem jak. Nie zaczęliśmy żadnych nowych elementów, naprawialiśmy to co zdążyłam popsuć. 

Obedience to sport dla wytrwałych, łatwo popaść w rutynę schematów, stracić kontrolę nad szczegółami, nie skupiać się na tym, na czym powinniśmy. Po prostu staram się powiedzieć że bardzo łatwo jest powiedzieć "pie*ole nie robię, pójdę na agilitki" Kluczowe tu jest podejście i motywacja. Jednak nie taka psia, na nowy szarpaczek czy superowe smaki. Motywacja siebie samych. Na seminarium został właśnie poruszony temat motywacji i nagradzania siebie jako przewodników. Bardzo dużo rozjaśniło mi to w głowie. Mówię tak ponieważ przed seminarium, miałam chwilę kiedy pomyślałam "pie*ole nie robie... pójdę na agilitki" Spotkanie z Oliwią było moją ostatnią deską ratunku. 



Przez dwa dni treningów nauczyłam się przenosić pracę w zupełnie inny stan umysłu. 
Inaczej kończę i zaczynam treningi. 
Zmieniłam styl pracy z tego jaki ktoś mi narzucił - na taki który podoba się mi.
Zaczęłam używać innych metod w szkoleniu.
Inaczej nagradzam psa.
Pilnuje komend i haseł.
Poznałam nowy fajny sposób na prowadzenie zeszytu treningowego.
Zaczęłam zwracać uwagę na to na co wcześniej uwagi nie zwracałam.
Teraz rozumiem pewne zachowania Yody które pojawiały się czasem w sesjach.
Wiem jak reagować w sytuacjach które wcześniej mnie irytowały.
Będę zwracać dużą uwagę na stopniowanie nagród.


Zaczęłam warunkować pewne schematy zupełnie inaczej, teraz wysłanie po aport nie jest ćwiczeniem które nagrodzi szarpak po pokonaniu połowy trasy z koziołkiem w pysku, wysłanie po aport to odłożona nagroda którą jest sam koziołek a bieg do kwadratu nie różni się niczym od przebiegnięcia tunelu  agility. Teraz wiem na jakich emocjach muszę pracować żeby to było przez nią właśnie tak odbierane. Praca to zabawa.




Jak część z was wie, lub też nie - starałam się nauczyć Yodę troche innego chodzenia na kontakcie. Nie podoba mi się pies przy nodze który idzie z głową przekrzywioną na prawą stronę. Mi cholernie podoba się stepik! Idealnie prosta, zadarta do granic możliwości głowa i piękny taniec łapkami. Tak, to jest to. Ale oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie spierdoliła. Załamałam się, totalnie żadna znana ludzkości metoda nie poskutkowała. Wybrałam najdłuższą, ale najbezpieczniejszą drogę - kliknie. Chodzenie przy nodze wygrało bitwę, ale ja wygram wojnę! :P 


Dostawianie i równanie to dwie rzeczy do których co jakiś czas się wraca, bo to zawsze się "rozreguluje" Poznałam fajne ćwiczenia na jedno jak i na drugie, mam w planie skupić się na dostawianiu, bo jednak nie jest tak jakbym chciała żeby było.

Nauczyłam się również pracować nad detalami. Wcześniej chciałam mieć pod kontrolą wszystko, i kiedy ćwiczyłyśmy kontakt wzrokowy starałam się zwracać uwagę również na wygląd i miejsce przy nodze, przez co kładłam zbyt dużą presje na psa. Nie widziała w tym tak dużej radości jaką powinna,
Od seminarium zaczęłam pracować zupełnie innym stylem niż dotychczas, poznałam wiele "obihacków" dzięki którym dość sporo rzeczy będzie jaśniejsze i prostrze dla niej. 
Muszę popracować teraz nad sobą, bo znów okazało się że mam genialnego psa, tylko ja odstaje. 



niedziela, 7 sierpnia 2016

Q&A - odpowiedzi na wasze pytania

Fot. Aleksandra Grad

1. " Dlaczego akurat Yoda, jak do ciebie trafiła? Była planowana? "

Dlaczego akurat ona.. Nie potrafię udzielić konkretnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż to nie ja znalazłam ją, tylko ona mnie. Trafiła do mnie totalnie przypadkiem. Szczeniak był planowany od wielu lat. Jednak zawsze "coś" przeszkadzało i nigdy nie udało się doprowadzić tego planu do końca. Zawsze powtarzałam że plany lubią tonąć w planach ;)



2. "Czy Yoda jest spełnieniem twoich marzeń? Od zawsze chciałaś bordera?"



W pewnym sensie tak, jest spełnieniem moich marzeń. Zawsze marzyłam o psie stosunkowo małym, z chęcią do pracy, z predyspozycjami i z wyglądem lisa... Taka właśnie jest Yoda :)

Od zawsze chciałam owczarka, miałam pewien epizod w życiu gdzie totalnie nakręciłam się na ttb, aczkolwiek całe szczęście szybko mi minęło. Wychowałam się z Owczarkami Niemieckimi i miałam ogromny dylemat nad wyborem jednej z tych dwóch ras.


3. " Macie/miałyście jakieś problemy? Jak zostały rozwiązane/z czym się jeszcze borykacie?"



Oczywiście że miałyśmy jakieś problemy, chyba każdy je miał. Naszym głównym problemem jest ekscytacja. Rozemocjowany border to zły border. A no i Yoda bardzo ciągnie na smyczy :p

Nie mam jakichś większych problemów, to jest szczeniak, lubi broić i sprawdzać na ile może sobie pozwolić w danych sytuacjach. No i kluczowe hasło - nie wolno gniewać się na border collie za to że są border collie :)


4. "Kiedyś czytałam, że chciałaś mieć ONka. Czemu zmieniłaś zdanie i wybrałaś BC ?"



Tak jak pisałam wyżej, miałam ogromny problem nad wyborem jednej z tych dwóch ras. Z moich obserwacji wynikało że te psy w pracy i w sporcie są bardzo podobne do siebie. Chciałam psa do agility i obedience, miałam możliwość sprawdzenia na torze obu ras, oraz spędzenia z nimi trochę czasu "po za" pracą. Psy te w sporcie są do siebie bardzo podobne, i oba spełniały moje wymagania, jednak po za treningami różnią się od siebie diametralnie. Owczarek Niemiecki użytkowy - bo nad takim się zastanawiałam - byłby dużo większym wyzwaniem, nie twierdząc że Border należy do prostych w obsłudze psów. Aczkolwiek użytek i jego popędy w nieodpowiednich rękach mogą przerodzić się w koszmar. Tak więc wybrałam mniejsze zło.



5. "Nie przypominam sobie żebyś kiedyś mówiła że chcesz bc, czemu ukrywałaś to aż do momentu zakupu psa?" 


Nie widziałam potrzeby odnosić się  tym publicznie, to moja sprawa kiedy i jakiego psa biorę. I z kolejnym psem będzie podobnie. Niejednokrotnie spotkałam się z sytuacją że osoby dookoła mnie szczęśliwe trąbiły o tym kiedy i skąd biorą.. Zazwyczaj kończyło się to odwołaną rezerwacją. Nie mniej jednak Karma wraca, pamiętajcie o tym :* 


6. "Jak na siebie trafiłyście?"



Przeglądając tablicę na facebooku znalazłam post o treści "Jeszcze dwóch chłopców po Jill i Alibi szuka swoich właścicieli." W pierwszej chwili to zignorowałam, aczkolwiek chwilę później wróciłam pamięcią do niego.. do Lotrando..... Piękny pies, idealny border collie..... Do którego wzdychałam, i marzyłam że kiedyś będę mieć "takiego psa"  Nie byłam pewna czy Lotrando to Alibi, ale coś mi świtało że on właśnie tak miał na imię. Kiedy się okazało, że to ten sam pies (!!!) postanowiłam szybko sprawdzić sukę, poszperać trochę w czeluściach internetów. W końcu decyzja. Chcę go.



7.  "Jak to jest mieć papisia? Yoda szybko rozumie jak ma zrobić np nową sztuczkę?"



Szczeniaczek to kupa radości!... Z przewagą kupy... Ale jak się zaciśnie zęby to można jakoś przeżyć. Ja osobiście z utęsknieniem czekałam na moment w którym moja suka będzie mieć tak 7-8 miesięcy, bo za szczeniaczkami nie przepadam. a co do sztuczek, to zależy. Nie uczę jej jako takich sztuczek bo szkoda mi na nie czasu, sukces osiągniesz w tedy, kiedy zrozumiesz że nie możesz psu kazać coś zrobić, możesz go jedynie o to poprosić.


8. "Dlaczego Yoda a nie inny psiak z miotu?"

 Hodowca nie był pewny czy to dobry pomysł abym brała psa akurat z tego miotu do agility. Jill daje dość "dużych" chłopców, a sam Alibi do małych borderów nie należy. Suczka miałą zostać w hodowli, tak więc było "pozamiatane".. Szkoda jak cholera, no ale trudno. Aż któregoś dnia zobaczyłam wiadomość na facebooku "a przeszkadzałby ci mały załomek na ogonku?" ....... Nigdy nie czułam tak wielkiej wewnętrznej radości jak w tamtej chwili..... Po ustaleniu szczegółów dostałam ją... Malutką, leciutką, urodzoną po to by latać... Merle suczkę bez kawałeczka ogona :) 

9. "Kleiłaś Yodzie uszy?" 

Kleiłam. Kiedy miała 3 miesiące skleiłam jej uszy dwa razy po 12 godzin z dwudniową przerwą między klejeniami i później już stały cały czas. 


Przy wymianie zębów dość poważnie opadły


ale uznałam że podoba mi się w takich oklapniętych, więc już nie chciałam kleić. No ale uszy miały inny plan na życie, i wstały na baczność same chwile po wymianie ostatniego ząbka :) 

pozwoliłam im żyć własnym życiem
Nawet gdybym nie kleiła, to na 101% same by wstały, bo na 5 szczeniaków z miotu, tylko Yoda miała klejone, reszta postawiła na naturalność i... Wstały u wszystkich pięciu pupsów. 

całe szczęście jej wstały, bo pożałowałabym decyzji
że pozwoliłam im na leżenie... :p 

10. "Mówiłaś kiedyś że bierzesz bordera do obi, a robisz z nią więcej agility i frisbee niż obi. Zmieniłaś zdanie?" 

Nie, nie zmieniłam zdania. Nadal naszym planem na życie jest obedience. Niedługo, bo za tydzień idziemy na nasze już drugie seminarium, i wciąż staramy się być coraz lepsze. Nasze obi jest trochę trudniejsze niż obi przeciętnego psiarza, bo szkolę ją metodą "IPOwca" :p Trochę inna technika...wszystkiego. Taki styl pracy o wiele bardziej mi się podoba, ale również trzeba poświęcić temu o wiele więcej czasu i treningów a postępy nie następują tak szybko jak w typowym stylu. Agility to sport z którym też mimo wszystko wiążę jakieś plany. Staramy się chodzić na treningi w miarę regularnie, bądź ćwiczyć na torze u znajomej. Jednak nie jest to kluczowy sport w naszym życiu. A frisbee? Cóż... Do tego mam taki stosunek, że jak młoda lubi dyski, to mogę jej raz za czas coś rzucić, dla funu. Nie widzę nas jednak nigdy na żadnych frisbowych zawodach :)  


To już wszystkie pytania, dziękuję za miłe odebranie mojego pomysłu na notkę, myślę że takie odpowiedzi są wystarczające. Może kiedyś powtórzę ten wpis. 


sobota, 6 sierpnia 2016

"Border Collie - pies na pilota"

fot. Aleksandra Grad. 

Siedząc w środowisku psiarzy nie da się nie zauważyć hejtu na wszystko. I przeważnie nie zwracam na to uwagi tylko scrolluje tablice dalej, ale pewna rzecz ostatnimi czasy powtarza się nagminnie, stwierdziłam zatem, że się wypowiem. 

Szczerze to nigdy nie widziałam żeby jakiś właściciel bordera mówił o nim w samych superlatywach, nie spotkałam się też z tym aby jakiś właściciel bordera hejtował psa innej rasy - bo nie jest borderem. Ostatnio zrobił się modny tzw "hejt na programowane psy" co nie jest niczym innym jak hejtem na rasę border collie.
Sarkastyczne wypowiedzi odnośnie tego, że border jest najlepszy w każdej dyscyplinie sportowej, że jeśli chcesz coś osiągnąć i "być kimś" -cokolwiek to znaczy - to musisz kupić bordera i wiele wiele innych. Publiczny lincz rasy, i coraz częstsze (oczywiście też publiczne, bo trzeba pokazać jak bardzo nie lubimy tych psów!!) zaklinanie że nigdy nie wzięłabym psa rasy BORDER COLLIE bo rasa to "gówno"  i z psem tej rasy osiągnąć sukces najłatwiej, bo bordery przecież się programuje i jazda!
Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś nie lubi rasy, to normalne, ale tu pojawia się pytanie - dlaczego właściciele borderów nie wylewają żali odnośnie innych ras tak otwarcie i tak często jak robią to właściciele nie borderów?  Zastanawiające jest też to, dlaczego nikt z nich nie zajmie się swoimi "nieidealnym psem", a robią wokół siebie "otoczke zajebistosci"  plując pod łapy 'idealnym' borderom.
Jak czytam setkę komentarzy w których ludzie wypisują jak bardzo nienawidzą rasy, to zastanawiam się co ich boli. Czy czują żal do właścicieli bc że kupili sobie właśnie takiego psa, czy też może mają jakiś kompleks na punkcie swojego psa i jego pracy? Nie wiem, szczerze nie obchodzi mnie to.
Ludzie pozapominali, że border collie to nie jest maszyna do pracy,  to normalny pies taki jak pekińczyk, whippet,  ONek czy spaniel. Sport to tylko mały procent wspólnego życia a miłośnicy rasy zdecydowali się na border collie nie tylko ze względu na predyspozycje, bo ras z predyspozycjami jest bardzo dużo, a dlatego że kochają ten jeden jedyny i niepowtarzalny charakter , wygląd, cechy fizyczne, psychiczne... Predyspozycje to wisienka na torcie. 

sobota, 30 lipca 2016

Wybór imienia dla psa

Psiarze zazwyczaj nazywają swoje psy imionami jakie im wpadną w ucho, byle by były dźwięczne, najlepiej krótkie i takie jakich jeszcze nie ma. No i wsio. Ale niektórzy przykładają do imion większą wagę. 


Zauważyłam to już niejednokrotnie, że imię odzwierciedla duszę psa. Ale jak to? Przecież właściciel nie mógł tego przewidzieć nadając imię szczeniaczkowi. Ano właśnie, i tu tkwi zagwostka. Imiona jednak COŚ oznaczają. Co rusz spotykam się z Flow która płynnie przechodzi przez rundę freestyle, czy z Nutą która jest prawdziwą muzą na torze agility, albo z Fly, który ma oszałamiającą technikę skoku i który dosłownie lata nad stacjonatkami nie strąciwszy żadnej, czy też z Creepy którą jest na prawdę straszna i nie do ogarnięcia, Wenę która zawsze daje z siebie wszystko albo taką małą niepozorną (J)Ill która jest kurewsko przebiegła i chytra, oraz włada na prawdę mocnym charakterem. <imiona przypadkowe> Tak się składa że ja akurat jestem skłonna uwierzyć w tę tezę, nie przypadkowo nadałam mojemu psu imię Yoda. 

"Niezwykle potężny jedi. Mimo niewielkiego wzrostu i sędziwego wieku jak większość jedi był niezwykle wygimnastykowany i zręczny. Walczył wyznając zasadę szybkość przeciwko sile.  Jedi jego czasów uważali go za jednego z najpotężniejszych i najmądrzejszych członków zakonu."

Yoda to po prostu mistrz. 
Imię to już poczyniło pierwsze zmiany w naszym życiu i może zabrzmi to dosyć absurdalnie, ale Yoda jak wiemy był mały, bardzo mały tak też moja Yoda jest karłem (47cm) gdzie jej bracia dobijają już prawie do 54-55cm wow! Przypadek? :D 

Imię to pierwsze słowo które zapisujemy na przysłowiowej pustej kartce którą otrzymujemy wraz ze szczeniakiem, i oczywiście imię nie odwali za nas całej roboty, ale wpłynie na nasze dalsze losy. Należy pamiętać że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. 

A imiona waszych psów poczyniły doświadczalne zmiany w waszym życiu? 
Czy są po prostu imionami? 



wtorek, 19 lipca 2016

Wszystko od nowa



Nadszedł ten czas. Czas w którym mam ochotę niechcący zgubić Yodę w parku a potem okłamać wszystkich że zrobiłam ogłoszenia, że jej szukam.. Czas w którym mam ochotę niechcący zacisnąć obrożę za mocno i udawać że nie widzę jak umiera.. Czas w którym mam ochotę otworzyć balkon, niechcący wyrzucić piłkę za barierkę i patrzeć jak Yoda próbuje nauczyć się latać z trzeciego piętra.. Czas w którym mam ochotę się zabić, bo wiem że im bardziej się na nią denerwuję tym bardziej ją psuję. Tak. To czas buntu. 

Nie mam zamiaru jednak odpuszczać jej czegokolwiek. Zaczniemy wszystko od podstaw, obniżymy poprzeczkę, ale nie odpuszczę jej tak łatwo. Czas znów zacząć obchodzić się z nią jak ze szczeniaczkiem który dopiero wszystkiego się uczy, zacisnąć zęby, wyrzucić z domu wszystkie ostre przedmioty, które mogłyby mi pomóc kiedy ciśnienie będzie niebezpiecznie duże i... przejść jakoś ten etap. Może obie przeżyjemy... xd

Nie wnikając jakoś szczególnie w życie codzienne-poza sportowe, gdzie zawaliło się totalnie wszystko, w obedience idzie całkiem zacnie. Największy przełom z którego jestem najbardziej dumna to to, że Yoda może być totalnie na drugim końcu tęczy, ale kiedy powiem "ready?" automatycznie przełącza się na tryb "tocobędziemyrobić?" mogę jej zaufać, bo wiem że kiedy pracuje nie pobiegnie do żadnego dzieciaka czy psa, nie oszczeka skutera czy nie pójdzie zżerać skór z chleba wywalonych na trawę dla gołębi (tak, głodze ją xd) 

Zdarzy się czasem tak, że lejdi ma zły dzień, w tedy jest głucha na komendy i rzuca mi wyzwanie "kto dłużej wytrzyma" polega to na tym, że wprowadzam psa w tryb pracy, wydaje komendę  a pies jest na nią głuchy, stoi w zniesmaczeniu że czemu ja jej nie dam zabawki, przecież poświęciła mi swoją uwagę, a za to należy się co najmniej wycieczka na karaiby albo chociaż ta zabawka co to ją w ręce trzymam. 
No ale z drugiej strony.. na fejsbukach pełno jest teraz "idealnych" szczeniaczków a my nie lubimy być jak reszta... My musimy się wyróżniać! Idealność jest dla cieniasów.. Z idealnym psem byłoby nudno :P


sobota, 16 lipca 2016

COLLAR Liker - piłka na sznurku



Piłka na sznurku występująca w dwóch rozmiarach M-6,5 i L-8,5. Można kupić również w wersji bez sznura. COLLAR występuje tylko w jednym kolorze.
Na pierwszy rzut oka, zwykła piłka na sznurku dla średnich i dużych psów. Kiedy przyjrzymy się jej z bliska od razu zwrócimy uwagę na jej strukturę. Piłka jest wykona z bardzo podobnego (jak nie tego samego) materiału co znany i lubiany przez wielu puller. Po pierwszym kontakcie z dłonią piłka jest wyczuwalnie twarda, aczkolwiek po kilku treningach stopniowo zmniejsza opór i staje się coraz bardziej miękka - znów mogę porównać ją do pullera. Ja mam rozmiar M, którego całkowita długość wynosi 33cm. Mimo że piła jest dość sporych rozmiarów jak na pysk mojego mini borderka, to z łatwością suka się w nią wgryza. Piłka ma to do siebie że jeśli ząb psa nie złapie jej pewnie, pod wpływem śliny będzie wyślizgiwać się psu z pyska (nie ma tego problemu przy aportowaniu z wody/na lądzie) Producent mówi, że COLLAR Liker zrobiona jest z polimeru, który łączy w sobie zalety gumy, plastiku, nylonu i bawełny, dla mnie jednak to taka twarda pianka. 



Sznurek to sztoss! Jest wykonany na pół z nylonowej liny przeplatanej gumą! :D 
Czarna część sznurka to materiał, biała natomiast to guma, co ułatwia psu wyławianie piłki z wody, dodatkowo sznurek nie namaka prawie wcale i schnie z prędkością światła, dobrze leży w dłoni, nie generuje przykrych zapachów. Sznurek nie rozciąga się. 

Piłka jest leciutka, mimo to lata na prawdę daleko, z łatwością można ją wyrzucić na sam środek jeziora. Nie wiem od czego to zależy, ale Yoda aportuje wszystko co ma sznurek trzymając za sznurek a tę piłkę aportuje trzymając za piłkę ;). 

Świetna zabawka do wody, dzięki żywemu kolorkowi bardzo łatwo psu przychodzi zlokalizowanie jej, dzięki temu że sznurek jest po części z gumy dzielnie i wysoko na tafli wody pływa razem z piłką która w 3/4 również wystaje nad taflę. Nie brudzi się wcale, może jedynie oblepić się piaskiem po kontakcie z wodą/psią śliną. Jeśli wasz pies preferuje szarpanie się za sznurek, to guma może pęknąć



aczkolwiek trudno o to, 50% naszego szarpanka była właśnie za sznurek, i pękła tylko jedna mała gumeczka, mimo to piłka nadal spełnia swoje zdanie. Fajnie i wysoko odbija się od różnego podłoża, m in. od trawy, to zdecydowanie nasza ulubiona ze wszystkich piłek na sznurku jakie mamy, pierwsza i nie ostatnia, z czystym sumieniem mogę ją wam polecić.


czwartek, 7 lipca 2016

Ruffwear Front Range


Miałam nie kupować żadnych szelek, póki Yoda nie skończy fazy wzrostu, ale kiedy suka niebezpiecznie mocno zaczęła dusić się na obroży zapadła decyzja o zakupie szelek. Miały być to jakieś tanie przejściowe szelki z zoologa, jednak postanowiłam zaszaleć i kupić coś porządnego, co starczy na dłużej, w sumie Pyśka prawie fazę wzrostu skończyła. Ruffwear Front Range to takie bardziej wypasione.... Hm guardy?  Tak, do tych szelek im chyba najbliżej. Mamy rozmiar S. Dylemat był z kolorami, bo szelki występują w czterech oszałamiających kolorach: 
• Twilight Gray
• Pacific Blue
• Alpenglow Pink
• Campfire Orange 
mimo wszystko zdecydowałam się na kolor szary że względu na to że Yoda nie oszczędza za bardzo rzeczy które jej kupuje. Wzięłam ten kolor z uwagi na to że nie brudziłby się tak jak inne, jaśniejsze. Bałam się też że nie trafimy z rozmiarem, a jednak moim zdaniem trafiliśmy idealnie (jeśli macie inne zdanie, piszcie śmiało w komentarzach, bo to może ja się nie znam) szelki nie wchodzą pod pachy, są rozregulowane trochę bardziej, aby (jednak jeszcze rosnący) szczeniak miał trochę luzu, ale mimo wszystko nie był w stanie się z nich oswobodzić. Szelki nie przekręcają się mimo trochę większej regulacji, co jest mega plusem, ponadto idealnie rozkładają ciężar ciała, suka przestała się dusić - co było głównym powodem zakupu szelek.




Materiał z którego zostały zrobione te spacerowe, jak i 'wyprawowe' szelki daje duży komfort, jest miękki i nie obciera psa. Taśmy nośne dopasowują się do sylwetki psa dosyć przyzwoicie, klamerki są sprytnie pochowane, aczkolwiek zależy jak bardzo pobawimy się regulacją.  Smycz możemy podpiąć do pierścienia w górnej części szelek, który zrobiony jest z aluminium, bądź też do zaczepu, który jest na klatce piersiowej, zrobiony z części materiału (taśmy) obłożonej gumą, który zapobiega ciągnięciu. (kiedy pies pociągnie jest obracany przodem lub bokiem do nas) Szelki można bardzo dokładnie wyregulować bo są AŻ cztery punkty regulacji! Mają również dwa punkty, gdzie można umieścić swoje dane. Kieszonkę na rzep u góry, która podpisana jest 'metką' ID oraz wewnątrz szelek jest wprasowana karteczka z miejscem na imię i numer telefonu. Szelki są również wyposażone w odblaskowe wykończenia które... nieźle dają po oczach w noc lub też w słoneczny dzień.. :p 

Front Range wydają się masywne, i bałam się że będą pochłaniać dość dużą część psa, ale o dziwo są bardzo lekkie a góra zajmuje na prawdę bardzo mało miejsca. Yoda wodę pała na prawdę wielką miłością, także szelki już milion razy były moczone w przeróżnych zbiornikach wodnych, od kałuż, po rzeczki aż do jezior. Zauważyłam że bardzo szybko schną, i po "panierowaniu" (woda+piasek/ziemia) bardzo łatwo je wyczyścić. Wystarczy zdjąć z psa, wsadzić do wody i zamerdać nimi kilka razy. Działa nawet jak bród zdąży już wyschnąć i się wchłonąć wgłąb szelek!



Zniszczeń nie zaobserwowałam żadnych, ale wiem że w niektórych modelach wychodziły nitki, jednak nic poważnego się z nimi nie działo, szelki dalej pełniły swoją funkcje. Drogie, ale warte swojej ceny. praktyczne, wygodne, dające duży komfort psu. Jednym słowem polecam ;)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

ObiSamoSięNieZrobi


W ostatnią sobotę miałyśmy tę przyjemność uczestnictwa w seminarium obedience z Oliwią Osman.
Było bardzo gorąco, dało się to odczuć nam, jak i psom, zaczynaliśmy o 11, i już w tedy było dosyć parno. Yoda nie jest jeszcze przyzwyczajona do upałów, jest to jej pierwsze w życiu lato, z każdym kolejnym będzie lepiej, aczkolwiek teraz trzeba przyzwyczajać sukę do pracy w upalne dni, poprzez krótkie sesje, które będą się stopniowo wydłużać. Nie ma sensu uciekać do domu i wychodzić dopiero po 22. Moim zdaniem pies powinien pracować w każdych warunkach i do tego dążę :).


Pierwsze wejście, planowo 20 minut. Zeszłyśmy po 15, nie było sensu suki dłużej męczyć. 
Trochę było mi nie w smak, że mój border collie odmówił pracy i wybrał kawałek betonu, który był w cieniu... ;) 


Drugie wejście, znów planowo 20 minut. Tutaj mile się zaskoczyłam, wchodząc na ćwiczak byłam przekonana że po odpięciu smyczy Yoda pobiegnie do cienia (sama chętnie bym tak zrobiła w tamtej sytuacji) otóż.. przeliczyłam się. Bardzo ładnie pracowała, pynnie przechodziła z jedzenia na zabawkę, starała się kombinować i myśleć, i o dziwo nie próbowała sprawdzić "na ile może sobie pozwolić w nowym miejscu" co jej się często zdarza, mądra pyśka! 

Wejście trzecie, planowo 10 minut, ale mieliśmy tych minut 15, z racji wcześniejszego skończenia sesji pierwszej. Z tego wejścia co by nie było jestem najbardziej zadowolona, i to już nie chodzi o pracę (której swoją drogą nic zarzucić nie mogę ;)) a o to że wreszcie komuś udało się wytłumaczyć zmiany pozycji............ :p Jasno powiedzieć dlaczego tak a nie inaczej, po co tyle komend, jak uczyć żeby nie spieprzyć... Przekopałam chyba cały internet w poszukiwaniu informacji czemu tak a nie siak, a Oliwii udało się wszystko mi wkłuć, i to nawet tak dosadnie, że po powrocie do domu przelałam to na papier i jestem pewna że już o niczym nie zapomnę! :P 


Wszystkie zdjęcia w poście są autorstwa Natalii Gumuły 

Od dziś diametralnie zmieniłam swoje podejście do obedience, 
zaczęłam rozpisywać sesje i planować treningi.
Zaczęłam robić wiele rzeczy inaczej, i na wiele rzeczy patrzę inaczej. 
Na nowo pokochałam obi :D 







wtorek, 7 czerwca 2016

6 miesiecy Yody



Nie wierzę że to tylko 6 miesięcy, czuje się jakbym spędziła CAŁĄ WIECZNOŚĆ z tym wybrykiem natury :D

Sporo borderków niedawno kończyło 6 miesięcy i dużo osób pisało te podsumowania. Ja miałam nie pisać, co to kogo obchodzi jak setny szczeniak dorasta czy jakie ma problemy. No ale właśnie przez czytanie tamtych notek czy postów zdecydowałam się opisać jak to było u mnie, bo było nieco... Inaczej.. 
No to od początku. Dużo osób narzekało, wymieniało wady, to ile już przerobili, jakie bordery są nieidealne w rzeczywistości i jak trudno nad nimi zapanować. Że te borderki to takie nieusłuchane, odniosłam wrażenie że ludzie chcą się prześcignąć kto miał/ma więcej problemów ze swoim bc. Tak czytam czytam i zastanawiam się czy trafił mi się pies ideał, czy po prostu ja jestem taka fenomenalna i nieświadomie nie dopuściłam do prawie żadnych problemów xD 


Yoda jako szczeniaczek zawsze miała przywołanie, od pierwszych dni, aport też, czasem był szybszy czasem wolniejszy ale zawsze był, odwołanie było kiedy uciekałam, motywacja i skupienie też, czasem większe czasem mniejsze ale zawsze było. Jedyny problem który na prawdę mogę skategoryzować jako problem to przesadna miłość do ludzi. To na prawdę przeszkadza nam w życiu codziennym, kiedy była mała wyrywała do ludzi z naprawdę dużych odległości, była jak w "transie" jednak wystarczyło dosadnie powiedzieć jej że nie życzę sobie takiego zachowania i .. nie powiem że problemu nie ma, bo nadal kocha ludzi, ale wiem że mogę jej zaufać w sytuacjach kiedy pracujemy, w tedy mogłoby się palić i walić ale ona nie odbiegnie do człowieka, a jeśli się choćby zawaha to na moje wołanie od razu zmienia zdanie i biegnie ile sił w łapkach do mnie. Nigdy nie pierdoliłam się w tej sprawie ze smakołykami, polegałam bardziej na odwracaniu uwagi i pokazaniu psu że przy mnie nie tylko jest dobre żarcie ale mega fun! Zajebista zabawa! Impreza! Szał ciał, pamiętaj gówniarzu, u matki zawsze najlepsze biby! :D 

Jestem raczej samouczkiem i to co ktoś mi mówi wpuszczam jednym uchem, trochę sobie przetrawię w głowie i wypuszczam drugim. Zawsze staram się sama kombinować, bo nikt tak dobrze jak ja nie znam mojego psa. Nie traktowałam jej również jako jakiegoś "nad psa" "bordera koliego" .. Na prawdę wiele osób mówiło mi że bordery to specyficzne psy potrzebujące specyficznego traktowania bo się zeschizują czy bóg wie co jeszcze zrobią. Że bordery są zajebiste w sportach, ale kiedy zostają zwolnione z komendy jest istny armagedon i gra między nim a właścicielem pod nazwą "kto kogo bardziej wkurwi" ... ŚMIECH NA SALI!

Od zawsze traktowałam ją jak normalnego psa, nie popuszczałam, nie pierdoliłam się w drobnych kwestiach. Jak zasłużyła to dostawała opieprz, od małego była bardzo karnym psem, wystarczyło krzywo popatrzeć a ona kładła uszy po sobie z miną "mamo wybacz, mogę umrzeć jak chcesz" ale na moje, to ona z czasem się wycwaniła i wiedziała że jak zrobi taką minkę to nie będzie darcia więc mimo to czasem krzyknęłam. Ludzie na ulicy często zabijali mnie wzrokiem kiedy stałam nad takim małym słodkim papikiem i dosadnym troche podniesionym głosem mówiłam "ale oberwiesz, kurwa oberwiesz' :D <3 

Frustrowało mnie też to że bardzo długo uczyłam ją załatwiania się na dworze, bo prawie do piątego miesiąca zdarzały jej sie "wpadki" i teraz jeśli nie wyjdę o tych konkretnych godzinach również pójdzie na balkon i po złości nasika (mieszkam na 3 piętrze, więc wszystko spływa na balkon sąsiadów....... :p) Wystąpiła u nas również chęć pasienia aut, ale z tym też w błyskawiczny sposób sobie poradziłyśmy, ale moją metodę zachowam dla siebie ;)

No i najgorsze.. ZŻERANIE.. Ta śmieciara zeżre wszystko co ktoś wyrzucił, od kości po suchy chleb, na papierkach po lodach kończąc. Na to nie mam siły i suka popyla w kagańcu na spacerach, może ktoś ma na to jakąś dobrą radkę? :P

Naszym planem na życie było obedience, ale trochę popuściłam i skupiłam się na podstawach agility. Młoda kocha również dekle, ale tego było się można spodziewać, po takim tatku inaczej być nie może :P Nigdy nie uczyłam ją łapania, nie nakręcałam ją na frisbee ani nie robiłam żadnych podstaw. Po prostu kiedyś pokazałam jej dysk, i nagle jej źrenice rozszerzyły się na całą powierzchnie oka i jak złapała tak...już nie puściła, szarpała się jak szalona! W filmiku można również zobaczyć moje zmaganie z rzutami... Szok i niedowierzanie, bo ja Yodę po prostu wykorzystywałam do przynoszenia mi dysku żebym nie musiała po niego latać, a ona aport zawsze miała silny więc nie było z tym problemu, aż jakieś półtora tygodnia temu wzięła i złapała w locie xD
Uprzedzając hejty - piesek nie połamie się ani nie "zjebie sobie stawów" bo ona nie skacze. Dobiega, otwiera pysk i łapie, czasem wybije się na 2-3 centymetry z przednich łap. 

Cztery miesiące temu spełniłam swoje największe marzenie, wiedziałam że od dnia 6 lutego 2016r może być tylko i wyłącznie lepiej! Nie żałowałam, nie żałuję i nigdy żałować nie będę, to była najlepsza decyzja w całym moim życiu. Z tego małego niepozornego papika wyrasta mi całkiem zacny borderek koli, bez schiz, bez problemów (nie ma psów idealnych, ale niektórzy często dramatyzują i nazywają problemem coś co nim nie jest) z normalną psychiką i (sic!) przesadną miłością do ludzi ... Ale poradzimy sobie i z tym! :D Trafiłam na psa z którym mamy charaktery które idealnie się dopełniają, mam wrażenie że Yoda to moja bratnia dusza, że to że ją mam to był jakiś głos z niebios, to na pewno nie jest przypadek..  
Nie narzekam na nic, tylko głowa do góry, nerka na biodra, smycz w rękę i ku przygodzie i udoskonalaniu więzi! :D



 Filmik na 6 miesięcy:

https://www.youtube.com/watch?v=r1VOb76Plg0&feature=youtu.be



piątek, 6 maja 2016

Yoda testuje - 'PLANETKA'



Planet Dog Lil' Pup Orbee Ball miała być najlepszą piłką świata, miała być mięciutka, sprężysta a zarazem trwała, doskonale odbijająca się i pływająca oraz miała delikatnie pachnieć miętą. Ja zdecydowałam się na wersje dla szczeniaków, która dodatkowo miała być jeszcze bardziej mięciutka i delikatna ale tak samo trwała. Specjalna formuła miała koić swędzące dziąsła. 

Pomijając fakt że dostałam paczkę z kilkudniowym opóźnieniem, i dopiero po tym jak się upomniałam drogą mailową (nie ładnie toys4dogu, nie ładnie :p ) to większych zastrzeżeń na początek nie miałam.



• Piłka szałowo pachnie! Mam nadzieję że ten zapach utrzyma się długo.. Więc jeśli masz psa, który nie zwraca większej uwagi na zapach zabawek to oboje możecie rozkoszować się świetną miętą. Zapach ten jest dużym plusem, bo kiedy piłka wpadnie w trawę czy krzaki pies z łatwością ją wywęszy.

• Dźwięk 'zasysania' (chyba każdy wie o co chodzi) powoduje szał macicy u suki, nie wiem na jakiej zasadzie jej móżdżek odbiera ten dźwięk, ale nakręca się jak wariatka

• Wyślizguje się z pyska podczas szarpania, ale myślę że to kwestia tego, że Yoda ma za mały pyszczek na nią, i chwyt jeszcze nie jest pewny, typowo szczeniaczkowy. Przy aportowaniu nie ma tego problemu

• Szałowo się odbija, od wszystkiego

• Można przewlec przez nią sznurek, bądź używać jako kulę smakulę, jednak ja się nie odważyłam na tę druga opcje, ponieważ... piłka do tanich nie należała xD

• Pływa! I to nie jest ściema! Nawet po "napompowaniu" jej wodą nadal unosi się na powierzchni


• Łatwo się ją czyści, i producent nie kłamał mówiąc że mimo iż wersja pupy jest bardziej miękka to tak samo wytrzymała. Szczerze kiedy jej dotknęłam miałam lekkie obawy, czy aby na pewno jest tak wytrzymała jak obiecują, ale TAK! zdała test


Minusem na pewno jest jej cena, i chyba to jedyny minus. Jeśli jednak nie zgubi się ani nie zginie w dziwnych okolicznościach i posłuży na prawdę długo, to cena zwraca się, wychodzę z założenia że lepiej kupić 1 porządną piłkę niż 10 innych, które po miesiącu użytkowania zniszczą się same.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Spotkanie szkoleniowe w Fur Future





To było pierwsze spotkanie szkoleniowe jakie organizowałam, nigdy nikogo nie zapraszałam, żeby ten poprowadził mi trening, ale powiem szczerzę że muszę robić to częściej bo to na prawdę niezapomniane przeżycie, fajnie pracować pod czyimś okiem, kto wytknie mi najdrobniejszy błąd i wyleje wiadro zimnej wody na łeb jak będę z czegoś zadowolona bo okazuje się że... robię to totalnie...źle xD

Mamy sporą pracę domową i eliminowanie niepożądanych zachowań (moich :p) 
Yoda była mega dzielna, pracowała przy szczekających psach, odwoływała się od psów i nie traciła mózgu (prawie) wcale! Nie chciała się co prawda bawić z innymi ludźmi tylko biegła do mnie bo przecież mamcia najważniejsza ^^


Potem spacer w centrum, i tu już kolorowo nie było, to znaczy nadal była grzeczna i słodka ale jednak zapachy, widoki, nowe miejsca i ogólnie moje nastawienie sprawiło że czasem się rozpraszała, i nie patrzyła w obiektyw xD 


Ogółem było świetnie, i szybko trzeba to powtórzyć!
Dziękuję wszystkim którzy byli, następnym razem musi nas być więcej :) 


wtorek, 29 marca 2016

Co jest w mojej nerce?

Czas i na mnie, czas pokazać co kryją czeluści nerki.
Dość długi czas nie byłam do nich przekonana, na dłuższy spacer wolałam małą, niewidoczną torebkę na smakołyki przypiętą gdzieś do paska od spodni i zwykłą torbę na ramię ze wszystkimi moimi rzeczami, na miejscu "rozpakowywało" się, zostawiając torbę, wyciągając tylko szarpaczek i robiło się te wszystkie fajne rzeczy jednak od pewnego czasu przerzuciłam się na nerki i powiem szczerze że życia sobie bez nich nie wyobrażam, a w planach mam zamiar kupić jakąś dużo dużo większą z wieloma dodatkowymi kieszonkami (nie przesadzając z wielkością, nie podobają mi się takie szafy przypięte do pasa xd) 


Nerki jak widać na ten moment mam dwie, pierwsza jest mała, kompaktowa i ma dwie kieszonki. Jedną dużą z przodu, drugą małą z tyłu. Mimo że nie wydaje się być duża to jest dość pojemna. Długo mi służyła, ale ma jeden duży minus, szybko się brudzi.. Ale kolorek mnie w sobie rozkochał! 

Druga to dość nowy nabytek, mam ją dopiero od jakichś dwóch-trzech miesięcy, jest z reeboka i kosztowała ok. 50zł. Ma kieszonki w tych samych miejscach co poprzednik jednak jest o wiele bardziej pojemna, wygodniejsza i nie brudzi się tak szybko. (Pewnie się brudzi, ale nie widać ;p) 

Nerki nie są jakieś specjalne, z milionem gadżetów, są raczej proste, ale lepszych do szczęścia mi nie potrzeba. 

Co jest w mojej nerce? 
W zależności gdzie ide, z kim idę, na ile idę i z którym psem (lub może z dwoma na raz?) 
Wypakowałam z niej to, co w niej było, po ostatnim spacerze (z tego względu sorki za zmęczone życiem zabawki) 


Zazwyczaj jest to jakaś zabawka do szarpania, tym razem był to chuckit
woreczki na.. każdy wie co.. ;) Bo pamiętajcie, każdy szanujący się psiarz sprząta po swoim psie!
Smakołyki, mimo że na zdjęciu są luzem, to w nerce zazwyczaj luzem się nie pętają, są w woreczku, czy jakimś innym opakowaniu. (jak zaopatrzę się w nerkę z większą ilością kieszonek to smaczki będą miały swoją własną przegródkę, w tedy rzucę luzem!)
Druga przypadkowa zabawka, tym razem jest to rugby, bo.. nie wiem, zawsze mam dwie zabawki - jedną do szarpania i drugą jakąś przypadkową ;)
Piłeczka jeżyk - największy skarb ever. Ozzy nie pracuje na nic prócz tej piłki. Jest święta i nietykalna, dotykać jej mogę tylko ja i on, jeśli dotknie ją ktoś inny... W tedy trzeba go zabić ;) 
Kliker. Nie wiem. Zawsze noszę kliker, mimo że używam go bardzo rzadko (teraz przy szczeniaczku częściej) to mimo to zawsze jest gdzieś na dnie nerki. 


A więc tajemnica mojej nerki została odkryta, a jak u Ciebie? 
Jeśli jeszcze nie pokazałeś co ukrywasz pod suwakiem psiej saszetki czym prędzej pisz post! :D 

wtorek, 15 marca 2016

Jaka ona jest?



Zbieram się do tego posta od początku, odkąd mała u mnie jest. 3 miesiące
 jej stuknęło, jeej ponad miesiąc razem. Chciałam napisać jaka ona jest, jak nam się żyje, jakie mamy problemy.. Wydawało się to proste. 


Jedyne co mogę napisać, to to że jest zbyt pięknie. To podejrzane. 
Nie chcę jej chwalić za bardzo, bo tradycją jest że jak się coś pochwali to to się zaraz spie**oli ;) 
Ale nie mamy żadnych szczeniaczkowych problemów, którymi mnie tak straszono. 
Motywacja jest, wyciszanie się, praca na jedzonko i na zabawkę, odwoływanie, aport ("wrodzony" :P) nie pasie samochodów, rowerów... coś mi tu nie pasi, ewidentnie jest za kolorowo haha


Jaka ona jest.. Hm. 
Nie mogę napisać nic szczególnego, ponieważ widzę jak bardzo z dnia na dzień ona się zmienia. Jest na pewno bardzo szalonym szczeniaczkiem, z niewyczerpalnymi pokładami energii (dzięki bogu ktoś wymyślił klatkę jako sposób na wyciszanie się :P ) Jej miłością i celem życia jest jedzenie. Druga miłość Marlenki to ludzie. L U D Z I E. Ewidentnie w tym temacie poszła w ślady mamy haha 


W tym miejscu miał pojawić się filmik na 3 miesiące, ale takowy nie powstał z tego względu, gdyż, iż, ponieważ.. Nie mam co pokazać w nim :((((
Może część z was mnie nie zrozumie (już i tak wyszłam na dziwaka, przyznając otwarcie że wzięłam bordera do obi xD) ale nacisk kładę głównie na socjal, i inne bardziej potrzebne rzeczy niż slalom między nogami, np wymianę zabawek (którą mogę się pochwalić, bo to akurat nagrałam :D KLIK ) Tak więc na tym pragnę zakończyć ten wpis bo czuję że dziś już nic mądrego nie napiszę (jakbym kiedykolwiek napisała haha) 


 Królewna Marlenka pozdrawia dzielnych czytelników którzy dobrnęli do końca! 



niedziela, 7 lutego 2016

Drugi pies.

Jest pewien "świat" ludzi którzy kochają psie sporty, nazywany jest on "psim światem". W tym psim świecie jest jeszcze jeden mały 'świat borderowców" czyli ludzi odrębnego gatunku, zawistni, mściwi, kręcący nowe skandale i psujący innym ludziom życie/plany/marzenia, którzy chcą osiągać większe sukcesy w sporcie niż przeciętny kowalski ze swoim spanielem i wzięli bordera bo z psem takiej rasy łatwiej. Czasem szczeniaki rodzą się z wrodzonymi umiejętnościami, na przykład aportem czy przywołaniem. Pies geniusz, to nie on uczy się przy właścicielu tylko właściciel uczy się przy nim. "Borderowcy" czyli grupa osób posiadająca psa rasy border collie cechuje się ogólnie wrednym charakterem, uważa się za wyższych i mądrzejszych, taka ich natura, po prostu lubią się wymądrzać i mieć ostatnie zdanie. Oni wiedzą najlepiej, a jeśli spróbujesz zwrócić im uwagę zbiegnie się tabun ich przyjaciół, oczywiście też *borderowców (jeśli nie wiesz co to jest - patrz wyżej) zgnoją cię i zmieszają z błotem. Co do samych ich psów, to nic specjalnego, każdy jeden jest w jakimś stopniu zeschizowany. Albo agresywny, albo zlękniony, albo chujowy w sporcie, albo ogólne jakiś taki... brzydki czy chory. Kiedy właściciele próbują cieszyć się z sukcesów swoich borderów to większość ich nie rozumie. No bo zastanówmy się, dlaczego mamy cieszyć się z tego że pies nauczył się siadać.. To border, on powinien rodzić się z geniuszem, a siad? Proszę cię, nie kompromituj się...

Oczywiście, dla osób troszkę mniej ogarniających, powyższy tekst jest ściemą. Nie dla wszystkich i znajdą się osoby które będą uważały go za coś oczywistego, przecież tak jest tylko żadne z nich się nie przyzna. Smutna prawda? Czy ja wiem...



No to przejdźmy do konkretów, czemu w ogóle podjęłam się ruszać zaschniętą kupę patykiem? A no dlatego, że los chciał abym i ja stała się "borderowcem" (nie wiem czemu to określenie mnie śmieszy) Po prostu psiarą która wreszcie  (4 lata!) spełniła swoje marzenie o totalnie doskonałym sportowym psie!


Proszę państwa... Oto BORDER COLLIE !!

ogon może zmylić, wbrew pozorom to nie ausik :D 



R'Caribbean Blue Forest Land Chilabo

Moja doskonała księżniczka z bajki <3


Czy planowałam psa? Tak planowałam, jednak nigdy bym nie spodziewała się że tak szybko to nastąpi i w takich okolicznościach, to było jak grom z jasnego nieba! :D
Historia ta jest trochę skomplikowana, miałam mieć zupełnie innego psa na którego też trafiłam przypadkiem, ale powtarzałam to już wiele razy i nadal będę powtarzać że ~ w życiu nic nie dzieje się przypadkiem ~ dlatego też ta suka sama mnie znalazła, ja jestem tylko ciekawa co dalej los nam przyniesie <3 A czekanie przez te wszystkie tygodnie na nią, było najgorszym okresem w moim życiu ever! I zazdroszczę sobie że mam to za sobą, a współczuję wszystkim którzy mają to przed sobą :p



Nie będę rozpisywać się o tym jaka ona była wyczekana i wymarzona, o tym jak bardzo zmieni się moje życie i jak bardzo kocham Elwirę, bo nie wzięłam psa by sypać samymi ohami i ahami (chodź tak jest, łiiiiiiiiiiiiiiiiiiii :D) Na koniec tylko dodam krótko, że spełnienie marzenia to niezapomniane uczucie, które będę pamiętać chyba do końca życia. Mam 19 lat i pierwszy raz tak totalnie moje marzenie się spełniło. Pierwszy raz w życiu czułam coś takiego... Nie da się tego opisać, sami spróbujcie ;)
Powiem wam w sekrecie, że rośnie mi tu pies, który z ostrym pierdolnięciem wejdzie w szeregi polskich psich obi-masterów, tak coś czuję, ale nie tylko obi, w końu to moja Yoda... Mistrz Yoda!