piątek, 23 października 2015

CHUCKIT Ultra Tug - recenzja



Firma CHUCKIT powiększa się w tempie światła, na rynku dostępne są nie tylko piłeczki na sznurku, potocznie zwane Ultra Tug, a wiele wiele innych fikuśnych zabawek, które cieszą nie tylko psa, ale psiarza również :P Jednak ta recenzja będzie tylko o skromnej, tradycyjnej, jednej z pierwszych piłek chuckita, jakie weszły na polski rynek, małej niewinnej Ultra Tug która w psim świecie zrobiła niemałą furrorę.

Przeglądając facebooka, jakiś rok temu ciągle natrafiałam na zdjęcia psów z tą właśnie piłeczką, każdy zachwycał się nią niemiłosiernie! Serce mówiło bierz, a rozum podpowiadał przewijaj dalej. Jednak jako rasowy psiarz-zakupoholik ciekawość wygrała, i postanowiłam na własnej skórze przekonać się co w niej jest takiego fajnego.

W grudniu zeszłego roku zdecydowałam się zakupić tę małą piłeczkę. Wybrałam rozmiar S, chodź i tak miałam wątpliwości czy zmieści się do pekiniego pyszczka.

Porównanie S (5cm)  i M (6,5cm) 

Rozmiar: S
Średnica: 5cm
Długość taśmy: 17cm
Orientacyjna waga produktu: 100g



Po otrzymaniu przesyłki byłam zła na siebie że dałam się namówić na tę piłkę. Sztywna taśma, twarda piłka, ogólnie szału nie ma a kosztowała mnie 30zł. Niby nie dużo, ale jak za zabawkę, która okazała się na pierwszy rzut oka niewypałem, i czekał ją żywot na dnie pudełka z zabawkami to sporo. Na dodatek moje przypuszczenia się sprawdziły, piłka nie weszła do pekiniego pyszczka, a będąc na tyle twardą, nawet nie było mowy o zgnieceniu jej i zaaportowaniu, ponieważ piłka zgniata się do pewnego momentu, później natrafiamy na taśmę, która blokuje dalsze zgniatanie. Jedynie rączka ratowała sytuacje, i pies jakoś mógł mi ją przynieść.


No dobra, ale skoro już ją kupiłam, powinnam chociaż spróbować pobawić się nią z Ozim. Wzięłam ją na kilka treningów, na spacerki.. Nic się nie zmieniło. Piłka nie była strzałem w dziesiątkę, Ozzy ma za delikatne szczęki, aby zgnieść piłkę, a za taśmę nie będzie się szarpał, bo sznurki/taśmy są bee i przecież pańcia uczyła przez całe życie że za sznurek nie wolno łapać, tylko za piłkę, więc nie będę łapał. Koniec i kropka.



Wzięłam ją jeszcze na jeden test. Owczar, wielki słodki Pan Puszek, kochający wszystkie zabawki. Jednak piłka okazała się zbyt mała, przez co nieatrakcyjna i chuj bombki strzelił, chuckit resztę życia spędzi na dnie pudełka z zabawkami, chyba że dostanie nowe życie w szczękach przyszłego szczeniaczka.

PODSUMOWUJĄC:

- na pewno nie nadaje się dla psa z lekkim uściskiem szczęk
- małe psy ras brachycefalicznych będą miały problem z wzięciem piłki do pyszczka, ponieważ jest za duża
- tonie w wodzie
- trudno jest ją doczyścić, i bez pomocy szczoteczki do zębów to raczej niemożliwe
- piłka jest twarda
- taśma dość mocno sztywna


+ odbija się wysoko od przeróżnych powierzchni
+ tasiemka jest solidnie przymocowana, raczej nie ma możliwości wyrwania jej z piłki
+ kolory są przepiękne, piłka przez to jest dobrze widoczna
+ piłka ma chropowatą powierzchnie, dzięki czemu nie wyślizguje się psu z pyska




Teraz chuckity są tańsze, o bodajże 5-6zł i można je kupić w prawie wszystkich sklepach internetowych dla psów. Skrycie liczę że kiedyś ktoś pokocha tę moją małą tugową piłeczkę, bo kiedy czytam jak inni psiarze się nią zachwycają mam lekkiego doła, bo piłka jest na prawdę całkiem fajna, wygodna w użytkowaniu ale znaleźć coś co podpasuje mojemu rudemu, to na prawdę wyczyn.

niedziela, 18 października 2015

O Rafim, który skradl mi serce

Czy zdarzyło wam się mieć taką sytuacje, gdzie natknęliście się na jakiegoś kundelka, bidę do adopcji i nagle wszystkie wasze plany i oczekiwania odnośnie drugiego, idealnego psa rozpłynęły się w oceanie zajebistości owego kundelka? Tak. Też nigdy tak nie miałam. Moje decyzje zawsze były przemyślane, chodź i tak życiem rządzą przypadki, to starałam się zawsze trzeźwo myśleć i nie dawać się ponieść emocją. Aż do dziś... 


Poznajcie, to jest Rafi. 
Poprzedni właściciele Rafiego porzucili go w najbardziej prostacki sposób jaki się tylko da - przywiązując go do drzewa. Pies był tak spanikowany, że przez pierwsze dni w schronisku uciekał w panice w najdalsze końce kojca, kiedy wolontariusze chcieli do niego wejść. Ten niespełna roczny pies musiał mieć ciężkie życie. Jest psem wycofanym, strachliwym ale uległym i bezkonfliktowym jeśli chodzi o inne psy i ludzi. Boi się gwałtownych ruchów, i podniesionego głosu. To przerażające, jak przypomnimy sobie że ten psiak ma zaledwie około roku. 


Pies jest do adopcji w Gdańskim schronisku - PROMYK Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt Gdańsk
To jeden z niewielu psów, na których punkcie oszalałam. Gdyby nie jedna mała rzecz, o której na razie wolałabym nie pisać publicznie on byłby już mój. Jest przepięknym psem, z szansą na normalne życie! Byłby świetny w agility, po pyszczku widać w nim terriera! 
Mi pozostało powzdychać sobie do jego zdjęć, ale może któreś z was chciało by mu dać kawałek domu? Pies nie jest średni, on jest mały także dużo miejsca by nie zajął ;) 
Młody wiek działa tylko na jego korzyść, bo mimo iż nie miał dosatecznego socjalu, na resocjalkę nie jest za późno i można go podbudować w krótkim czasie, wystarczy chcieć! 


sobota, 17 października 2015

Zlota 5!

Czytając sobie różne psie stronki tej brzydkiej soboty, i rozkoszując się nowo zakupionymi woskami do kominka natrafiłam na stronkę przecudnych dwóch aussiczków, a szperając głębiej po ich kawałku internetów, na ten wpis - KLIK.

Postanowiłam podjąć wyzwanie od Heart Chakra i wytypować moją złotą piątkę.
Mimo że podoba mi się praca Oziego, jego motywacja jest w pytkę i obecnie narzekać nie mogę na nic, to na drugiego pekińczyka raczej bym się nie zdecydowała, ponieważ chciałabym robić więcej.. (ale ze mnie wyrodna matka :')) 


1. Jack Russell Terrier 

flickr. com


Tak dokładnie wyobrażam sobie osobnika tej rasy. Mały, zwinny, szybki terrierek.
Kompaktowy i śliczny, no bo spójrzcie na ten pyszczek... :D
Pies-sarkazm, bo niby rasowy, a wygląda jak wiejski burek! Ekstra! 
Jeśli chodzi o małe rasy to w grę wchodzi ta jedna.. Na milion innych. Jeśli kiedykolwiek miałabym mieć znów małego pieska to tylko i wyłącznie JRT! 



2. Whippet 

flickr. com

Nie wiem co te psy mają w sobie. Jakby skupić się na szczegółach, to nic konkretnego nie wypiszę, ale jeśli te wszystkie szczegóły wrzucimy do garnka i zamieszamy porządnie wyjdzie pies, który z niewiadomego powodu przesiaduje chwilami w mojej głowie. 
Ten wygląd, niczym odratowany z jakichś strasznych warunków, konający, wychudzony do szpiku kości biedny piesek.. AHH <3 
Nie wyobrażam sobie jednak pro sportowego whippeta, taki egzemplarz zdarza się rzadko, a z moim szczęściem, jak już dostałam jednego takiego psa, o drugim mogę pomarzyć... :p 


3. Owczarek Australijski Kelpie

flickr. com

Kelpie byłby wyzwaniem, ale ja lubię wyzwania!
Rzadko która rasa może pochwalić się takim zapałem do pracy jak kelpiki.
Ich móżdżki pracują na naprawdę wysokich obrotach, są cholernie inteligentne, i żywiołowe.
Na pewno nie zdecydowałabym się na niego w chwili obecnej, bo nie chodziłby po owcach, a po mojej głowie!
Ale życie lubi płatać figle... Nigdy nie mów nigdy :D 


4. Owczarek Australijski Aussie 

flickr. com

Te słodkie pufki mają w sobie prawdziwego wojownika! 
I jeśli tylko potrafisz go wydostać masz psa ze stali. Zła się nie ulęknie i te sprawy.. :D
Aussie to rasa do której wzdycham od lat, kocham puchate psy, i kocham owczarki. Aussik to takie połączenie tych dwóch cech! Świry nad świrami, ale nie kocha się za coś, kocha się pomimo czegoś :"D 


No i na tym etapie pragnę przeprosić że nie dałam rady spełnić tego wyzwania, ale dwie ostatnie rasy są egzekwo i nie potrafię wyróżnić jednej. A tymi rasami są 


5. Owczarek Belgijski Malinois&Border Collie 

flickr. com

Dlaczego są egzekwo i dlaczego zostawiłam je na koniec? (pozostałe miejsca są losowe) 
Ponieważ to psy które kiedyś zawróciły mi nieźle w głowie, ale po przemyśleniu wielu czynników za, jak również i przeciw dziś wiem, że ani ja ani one nie bylibyśmy szczęśliwi w takim połączeniu. 
Lubię je, ale "u kogoś" dla mojego (NASZEGO!) dobra niech tak zostanie.


A może wy mielibyście ochotę pobawić się w wytypowanie swoich ulubionych ras, i napisanie parę słów o nich, na podstawie własnych przemyśleń, przeżyć? Śmiało :) 


niedziela, 11 października 2015

Niedzielne powerki (AGILITY!)

W tę niedzielę miałam jechać na trening agility do kieleckiego klubu Be Power w roli fotografa, ale koniec końców wzięłam Ozika bo czemu nie. Było trochę czarnych myśli, ale postanowiłam go w końcu zabrać na trening, bo ostatni był baardzo dawno temu, za górami i za lasami, a że teraz jakoś (tfu tfu) jest w dobrej formie, to niech sobie pohasa, w końcu wiem jak on to lubi. 


Przyznam się szczerze, że nie wierzyłam w niego.
Wiem jaki mój pies jest w nowych miejscach, wiem jaki jest przy szczeniaczkach i ujadających non stop psach czy to w klatce, czy gdzieś przywiązanych. Czarno widziałam ten trening, ojj czarno :p

Dobra, krótka piłka. Dotarliśmy, ciach, pies przywitał się z innymi psami i na smycz do słupka. Pańcia dzielnie rozkłada przeszkody i zapoznaje się z torkiem. Dobra. Nie jest źle. Okazuje się że biegniemy jako czwarci. Pies zaczyna się niecierpliwić i poszczekiwać od słupka. Powiedziałam mu do słuchu co o tym myślę i sądzę że moje argumenty były mocniejsze od jego więc dał sobie spokój. Nie na długo, ale to swoją drogą haha 

Nasza kolej. Odpinam psa ze smyczy i już przygotowuje się na darcie się "OZZZZZZZZZ" na pomykającego po tęczy pekina w stronę innych piesków, ale.. Odpinam i nic. Stoi koło mnie. Spoko. Komenda 'na przód' i pies wybiegł poza ogrodzenie prosto na torek, zapędził się trochę w stronę trenerki, ale jedno "Ozzy do mnie" i jakby był tak po prostu totalnie odwoływalny od wszystkiego przybiegł i czekał na polecenia

COŚMITUNIEGRA 

ZBYTKOLOROWO

ZARAZCOŚSIĘSTANIE


Po rozgrzewce biegliśmy prostą sekwencje z samych hopek i tuneli, tak dla rozruszania psa i przypomnienia mu z czym to się je. Odsyłanie na 5+, tyczka nie spadała, ciasne skręty były prawie ciasne... Gdzie jest mój pies? 

Jak był w fazie totalnego nakręcenia wyprzedził mnie na tunelu. Nie wiem jak to zrobił, ale tak. Nie dogoniłam pekina i zmiana poszła się jebać :p 
Co dobre szybko się kończy więc koniec i znów na smycz. Tym razem darł ryjek bardziej, no bo jak to pańcia tam stoi i patrzy jak inne psy biegają a ja muszę być tak daleko... A co jak jej się uwidzi biegać z którymś? Ona nie może! Bo tylko ja mogę tam biegać! 
No tak się nakręcił że nie przegadasz :D 

Szybko zleciało i wchodzimy na torek jeszcze raz. Jak podeszłam oswobodzić małego bitego, pokrzywdzonego przez los pekina, który został brutalnie przywiązany i nikt nie słuchał jego płaczu to pisknął z radości :") 

Na torek hyc i tym razem robimy strefy. Ups. Niby mamy, ale 2on2off i to nie jakieś takie szybkie. Po za tym to świeża sprawa, no ogólnie do dopracowania i za bardzo nie ma się czym chwalić. No ale nasza kochana pani trenerka była nieugięta i stwierdziła że mimo wszystko mamy spróbować. No to ciach. Jedna kładka zrobiona i na wstępie mały opierdol mi się dostał :p 
Koniec końców stwierdziłyśmy że zbiegane będą tu efektowniejsze, no dobra skoro tak to do dzieła!


Dowiedziałam się wielu bardzo miłych rzeczy o Ozim, o jego pracy i moim handlingu, dowiedziałam się że nie jesteśmy tacy źli, tzn ja.. Bo Ozz.. Ozz jak to Ozz zrobił słodkie oczka, i wszystkie dziewczyny z klubu jego hah. Ma chłopak branie! Ale tak po za jego nieprzeciętną urodą xD To dowiedziałam się że w sumie fajny z niego pies, fajnie biega a jak się nakręci to i fajnie i szybko no i te moje dłubanie przez tyle lat na podwórku nie poszło na marne bo w sumie nie mam tak wielu rzeczy zniszczonych! Obiecuję wpadać częściej do powerków o ile zdrówko nam pozwoli ;)