poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Agility z Santa

W niedzieję (tj wczoraj) mieliśmy z Ozim wyjątkowych gości. Zawitała w świętokrzyskim Marta z Santą i Piotrkiem.

fot. Marta Guzek. 

 Odwiedziny miały jeden konkretny cel. Agility. Na jeden dzień Santa stała się moim psem, żebym zobaczyła jak to jest żyć z użytkiem i czy mój priorytetowy sport (czyt agility) da radę żyć bez downa w takim teamie. 

fot. Marta Guzek

Najpierw jednak wzięliśmy Oziego, i poszliśmy nad jezioro. Mimo moich obaw, Santa nie chciała zjeść mi psa, aczkolwiek raz pomyliła go z wiewiórką w lesie i prawie go upolowała. Jak ogarnęła że to piesek a nie wiewiórka, to była lekko w szoku, ale przyjęła to do wiadomości. Ogólnie pieski się pokochały i nie miały ze sobą problemów. "Agresywna Santa" Mit obalony. 



Przejdźmy do sedna: AGILITY 

fot. Marta Guzek
Nie było trudno skupić na sobie uwagę Santy, jej mózg działa na zasadzie "Marta, Marta, Marta... A nie, czekaj kto ma moją piłkę? SYLWIA! Sylwia, Sylwia, Sylwia, Sylwia..." No mniej więcej tak. Masz piłkę, masz władzę.

fot. Marta Guzek


Ogólnie trening na plus. Z Santą pracowało mi się na prawdę bardzo dobrze. Skakała w Mkach, była szybsza niż oczekiwałam, słuchała tego co do niej mówiłam i nie biegała na pałę. Mi z kolei było bardzo trudno ją dogonić, przez co niektóre ruchy miałam opóźnione, i Sancie było trudniej wykonać  to o co ją prosiłam bez rycia pyskiem w ziemię (ona tak hamuje..) 
Mając na uwadze to, że miałam z nią kontakt tylko kilka godzin przed treningiem, nie znałam jej dobrze, ona mnie zresztą też dlatego mieliśmy utrudnione zadanie co do komunikacji i trochę obie improwizowałyśmy, jednak po treningu zostałyśmy pochwalone, że jak na pierwszy raz, to byłyśmy świetne! 

FILM 

Ogólnie to biegałam jakbym miała parkinsona, ale uwierzcie, że na prawdę trudno się przestawić z Oziego na Santę. Uwierzcie hahaha


fot. Marta Guzek

piątek, 21 sierpnia 2015

ZA KULISAMI: Zdjecia w statyce


O jakie ładne zdjęcie! A ten szczeniaczek mądry, że tak stoi bez ruchu .. 

Do dziś dnia nie sądziłam, jak trudno jest zrobić takie zdjęcie. 
To prawdziwe wyzwanie dla właściciela i fotografa,  kiedy cwany szczeniaczek pokazuje swoje ukryte różki, dokładnie w tedy, 
kiedy wyciągasz aparat!
Bo spójrzmy na to od tej strony....


Szczeniaczek dał nam obu po doopkach! :D
A co ze starszymi, zrównoważonymi psami bez ADHD? (czasami..)

ogon uciekł w skutek machania 

Byłam pewna że jest łatwo, w końcu trzeba takiego delikwenta tylko ustawić, skupić na czymś jego uwagę i dać fotografowi chwilę na zrobienie zdjęcia. Oj, jak ja bardzo się myliłam.... :p 


No a małe psy? 
Tu nie może być trudno.. Takiego psa da się jednym palcem ustawić, łatwo nim manewrować, i potrzymać w razie gdyby co. 
Hah, gdybym w tedy wiedziała co mówię, inaczej bym sobie życie ułożyła 


Nie no, w sumie nie było tak źle...
... Te małe krzywe jorczi wiło się najgorzej, i było najbardziej niecierpliwe.. 
Za dużo nie mogłyśmy zrobić, kiedy pies urodził się po prostu krzywy xD 


Mimo że psy wyglądają na torturowane,
to gwarantuję że najbardziej pokrzywdzone jesteśmy my, haha
Za modeli posłużył dzielny team z TEGO bloga 

Pozdrawiam, nie róbcie tego w domu! 

piątek, 14 sierpnia 2015

Spacerowe absurdy sprzed tygodnia.

Właściciele, którzy nie potrafią opanować/zapanować/utrzymać/wpłynąć na swojego psa (niepotrzebne skreślić) potrafią skutecznie podnieść mi ciśnienie. Bo załóżmy, przykładowa sytuacja, biegają sobie dwa psy bez smyczy, nasz i kogoś. W oddali widać innego psa - na smyczy, i ten pies znajomego który biega bez smyczy daje nogę do tego drugiego. Właściciel stoi. Patrzy. Stoi. Nadal patrzy. Łaskawie rzucamy propozycje, aby może pofatygował się i zabrał psa? Wtem właściciel zaczyna drzeć pizde "PIKUŚ CHOOODŹ PIKUŚ!!! pikuśpikuśpikuś PIIIIIIKKKUUUUUŚŚŚŚ" .. -_- 
Pies ma to w dupie. Spoko. Wypadałoby się przejść i zabrać psa. NIEGDZIETAMPOCOZARAZSAMPRZYJDZIE. I kto idzie po psa? Właściciel? Nie. Ty. Bo szkoda ci psa, bo straciłaś wiarę w ludzi. Bo nie możesz patrzeć jak właściciel psa na smyczy nie może sobie poradzić z psem twojego znajomego, który nie odpuszcza. Bo jesteś wkurwiona i chcesz skończyć tę sytuacje.
 ~ Na faktach.





Biegają dwa psy bez smyczy. Twój i znajomego. Nagle w oddali widać panią z psem na smyczy. Pies spięty, najeżony, skrada się. Pani radośnie idzie w waszą stronę. Idziesz po swojego psa, i go przytrzymujesz w razie "gdybyco", rzucasz łaskawie czy mogłaby tutaj nie podchodzić, słyszysz tylko puste "PIES CZY SUCZKA??" Ciśnie ci się na język "CHUJ CIĘ TO INTERESUJE, MÓWIĘ ŻE MASZ TU NIE PODCHODZIĆ, ale z grzeczności odpowiadasz "pies, a pani piesek jest trochę spięty, i się niepokojąco czai, lepiej jak się nie będą witać" Oczekujesz że pani odwróci się na pięcie i sobie stamtąd pójdzie, a co dzieje się na prawdę? Pani podchodzi z pieskiem na odległość 1,5m i mówi "zobaczy Pikuś jakie pieski, pobawiłbyś się, co? Pobawiłbyś" :))))) Czujesz, że to nie skończy się dobrze. Czujesz że zaraz się coś stanie. Prosisz jeszcze raz, aby zabrała psa bo się kurwa jeży, widzisz że ma stanowczo zbyt luźno szelki i w razie co, może się z nich wyślizgnąć. Ty trzymasz psa. Znajomy trzyma psa. I nagle BUM pies znajomego, i Pikuś zaczynają ujadać, i rzucać się. A to ci niespodzianka :))))))) Pies znajomego, z racji że nie jest małym psem wyrywa mu się, i odbiega kawałek, wtem Pikuś pani wyślizguje się z szelek (a to ci niespodzianka x2) i psy zaczynają się gryźć. Pani stoi. Psy wyszarpują sobie serca, znajomy stara się jakoś tam złapać swojego psa, a pani stoi. Znów dostajesz wkurwa. Prosisz znajomego o potrzymanie Oziego, i rozdzielasz psy. JAKO KURWA JEDYNA. Na język ciśnie ci się cała wiązanka, ale mówisz tylko "proszę zapiąć psa" oddajesz kundla, którego trzymasz za ucho tak mocno, że pies zaczyna popiskiwać, zapinasz swojego psa i odchodzisz. 
~ Na faktach. 


wtorek, 11 sierpnia 2015

Pies do wszystkiego, to pies do niczego.

Spotkałam się na dniach z tym określeniem, i mowa jest nie o pięciu czy dziesięciu sportach, a o dwóch.. Zainspirowało mnie to na tyle, że postanowiłam poświęcić temu tematowi całego posta.





Ludzie którzy decydują się na psa sportowego często kupują Border Collie, między innymi dlatego że to dość wszechstronne psy, które umożliwiają rozwijanie pasji w wielu kierunkach. Jeśli jednak ćwiczysz ze swoim borderem więcej niż jeden sport, to wiedz że "twój pies jest do niczego."


Człowiek jest ciekawy, chce próbować wielu rzeczy, wprowadzać psa ;którego kupił z myślą o sportowym życiu; w wiele aktywności, sprawdzać i siebie i jego, czerpać z tego przyjemność, dawać mu dużo radości, zabawy i wzmacniać więź. Czasem nasz pies czerpie taką samą radość z pląsania na torku, jak i z pogoni za dyskiem, mamy zatem zabrać mu jedną aktywność na rzecz tej drugiej? Nie może tego robić? Bo spadnie na niego ogólna opinia że jeśli próbuje wszystkiego, to na pewno pies nie sprawdza się w żadnej z tych rzeczy, a właściciel usilnie próbuje znaleźć coś dla niego. Może tak jest? I dobrze, potocznie wiadomo że sport dobiera się do psa, a nie psa do sportu. Ale może być też tak, że  po prostu człowiek jest ciekaw i chce doświadczać czegoś nowego. A w długie zimowe wieczory lepiej zasiąść przed telewizorem z paczką czipsów i psem w nogach, niż dłubać elementy obi, ponieważ i tak się w tym nie sprawdzisz, uprawiasz już przecież dogfrisbee a więc nie rób ze swojego psa "psa do niczego." Powinniśmy raczej zająć się swoimi sprawami, a nie rozmyślać nad postępowaniem innych, bo póki psu nie dzieje się krzywda jest ok. 
Nie każdy też bierze psa z myślą o zawodach, a po prostu o aktywnym spędzaniu czasu, raz dysk, raz na torek, a raz przed dom na chwilę wyciszenia i poOBIjania się. Czy taki pies jest do niczego?  Jeśli tak twierdzisz, rzuć kamieniem pierwszy. 

Komuś, kto twierdzi że pies który trenuje więcej niż jeden sport jest do niczego,  zdecydowanie brakuje wiary w swojego psa, bądź w siebie. Próbuje podnieść się na duchu, obniżając ogólną poprzeczkę i dostosowując poziom do siebie. A jeśli jakiś pies sprawdza się w kilku aktywnościach to coś tu jest nie tak i na pewno któryś ze sportów musi być porażką. Porażką jest dla mnie taki sposób rozumowania. Według mnie można mieć priorytetowy sport, i być w nim na prawdę niezłym, ale pies nie staje się do niczego jeśli liźnie innego sportu więcej niż "raz za czas" 

sobota, 8 sierpnia 2015

Jezioro przy cmentarzu.

Od czerwca jakby blog umarł, ale to było chwilowe, spowodowane wakacjami, wyjazdami i brakiem czasu, bo kto w wakacje chce siedzieć przed komputerem skoro można robić tyyle fajnych rzeczy! 

Dziś będzie mrocznie. 
Żartuję. 

Atrakcją jeziora, na które najbardziej lubię chodzić jest jego lokalizacja. 
Znajduje się kilka metrów od płotu, za którym jest cmentarz. Jednak mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Mówi się że las przy nim jest nawiedzony - dzięki czemu ta nieustraszona i najbardziej zbuntowana część dzisiejszej młodzieży (12-15, są wyjątki) raczej stara się unikać tego miejsca, tym samym jest tam czysto, nie ma butelek, szkieł (prawie) i tym podobne. 


Ja jako osoba nawiedzona sama w sobie, jakby utożsamiam się z tym miejscem, i nic mnie tam nie straszy, bo z wszystkimi duchami i upiorami jestem na - Ty :> 

Pierwszym planem było spotkać się koło południa, wrzucić  wpuścić psy do wody i porobić fotki. Później jednak Natalia doznała przebłysku, który okazał się nie głupi, aby spotkać się wcześnie(j) kiedy jeszcze nie jest tak gorąco. Prawdziwy psiarz nie zna pojęcia "za wcześnie" (ani za późno) nigdy nie jest za wcześnie na spacer z psem! To zawsze jest odpowiednia pora. 

fot: Natalia Gumuła

Najpierw park, woda, dużo wody! Później przez las i do strumyka który ma w sobie tyle magii jak mało które miejsce. Było frisbee, były ćwiczone rzuty, była nauka aportu, odwołania, było obi, dużo obi! były czipsy i było szukanie zaginionych piłek. Było dużo fajnych rzeczy! I tak jak wyszłam z domu o 7:15 tak przyszłam o 13:40... Przynajmniej pieski szczęśliwe :) 

fot: Natalia Gumuła 

instagram.com/pekeozzy - zapraszam, kto ciekaw :)