poniedziałek, 28 grudnia 2015

OBEDIENCE

Od jakiegoś czasu zaczął pochłaniać mnie pewien sport. Obedience, lubiłam go zawsze, ale nie do tego stopnia że różnicę robiło mi to po której stronie chodzi mój pies. Lepiej było mi prowadzić go po prawej i tak też go nauczyłam. Pies siadał i warował? Był szał bo mój pies ma zmiany pozycji, ha! Obedience jest takie łatwe... 


Od pewnego czasu zaczęłam przykuwać uwagę do poszczególnych elementów, i dopiero w tedy zdałam sobie sprawę jak "daleko w tyle za murzynami" jesteśmy z Ozim. Okazało się że prawa strona nie ujdzie mi płazem, i na zmiany pozycji oka też się nie da przymknąć. Nigdy nie byłam perfekcjonistką, ale zaczynając dokładnie dłubać elementy zobaczyłam że Ozi ma z tego radość, co skutkowało tym samym z mojej strony. Jak to się mówi sport dobiera się do psa ;)


Głównym powodem mojej wewnętrznej motywacji był fakt, przełom! Kiedy to Ozzy pierwszy raz podjął koziołek. Niby nic, ale prędzej byłabym w stanie uwierzyć, że kosmici mnie porwą niż mój pies weźmie coś do pyska, coś takiego jak koziołek! Przekonałam się w tedy że nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko złe metody szkoleniowe i niekoniecznie to co działa na fafika podziała też na puszka ;) 


Postanowiłam założyć fanpege na facebooku, aby dokumentować nasze postępy, tym samym nie spamując sobie prywatnego profilu, no i ptaszki mi ćwierkały że już ktoś ma przysłowiowy ból doopki :D Jak śmiem mieć w nazwie "obi" skoro nawet nie potrafię nauczyć mojego psa chodzenia przy lewej nodze, i jeśli wymyśliłam nazwę inną niż imię i rasa psa to na pewno się wywyższam i będę chciała szkolić psy innych ludzi, oczywiście źle bo jestem zbyt małym ludzikiem i nie potrafię nic, a jak już to źle. Przykre jest to że osoba która nie mogła tego przeżyć na swoim blogu uchodzi za ideał pisząc notki że nie wolno oceniać jeśli nie zna się szczegółów. Zatem mam pytanie, czemu ty to robisz? :))))))


Nie chcę rzucać nazwiskami, w ostatnim czasie psi świat ocieka w skandalach i publicznych linczach, nie o to tu chodzi. Powracając do meritum. Robimy obi, staramy się dość konkretnie, Gdzie byliśmy jak nas nie było? Ano często na treningach, stwierdziłam że skoro pokochaliśmy ten sport nad życie wypadałoby zainwestować w kwadrat. Tak też skompletowałam sobie przez święta dwie taśmy i kilka pachołków, oraz na mikołaja piesek dostał nowy drewniany aporcik. 


Kocham nasze treningi, gdyż napełniają mnie niesamowicie pozytywną energią, która bierze się z super towarzystwa i promyczków w oczach Oziego. Idąc na trening wiem od razu że będzie to dobry dzień, bo nawet jeśli coś nie wyjdzie, to naprawimy to prędzej czy później. Bez pośpiechu, bez presji środowiska. Dobieramy własne tempo i jak śpiewa tede ''czas płynie płynie a ty wyje wyje bane masz, wyje wyje bane masz w to że płynie czas" ^-^ 

 Dzisiejszy trening razem z Kumcią, Zoe i Natalią z bloga pro-crazy-team.blogspot.com zaowocował w filmik : https://www.youtube.com/watch?v=ogVSpJ9ueP0

piątek, 4 grudnia 2015

Moja opinia o KARUSKU

Gdyby ktoś nie wiedział (w co wątpię) karusek.com.pl jest to sklep internetowy z asortymentem dla zwierząt. Znajdziemy w nim karmy jak i zabawki czy różnego rodzaju suplementy itp. O tym sklepie docierały do mnie różne informacje, niekoniecznie dobre, aczkolwiek ja tylko cicho przysłuchiwałam się im wszystkim. Nigdy nie przytrafiło mi się nic złego związanego z tym sklepem, zawsze paczki przychodziły na czas, wszystko było starannie zapakowane, nic nie ulegało zniszczeniu. No w skrócie nie ma lipy!

W DDD czyli dniu darmowej dostawy (1.12.2015, wtorek) złożyłam zamówienia w kilku różnych sklepach, wszystko doszło szybko i sprawnie, bez większych komplikacji. Karusek natomiast milczał. Nie dostałam maila z potwierdzeniem skompletowania zamówienia, ale stwierdziłam że poczekam, w końcu pewnie mnóstwo osób robiło tego dnia zakupy, i nie powinnam narzekać na drobne opóźnienia. ALE wszyscy których pytałam, mówili że paczki już doszły. Moja niestety nie. 

Postanowiłam napisać do Karuska email, co z moją paczką i czy czasem nie zawieruszyło im się moje zamówienie. Email wysłałam równo o 16:20, o 16:24 dzwonił do mnie jakiś obcy numer. Jestem z tych osób, które nie odbierają od nieznajomych numerów, tak więc ignorowałam to. Ale numer nie dawał za wygraną, i dzwonił chyba z 3 razy. Jestem tylko człowiekiem, więc ciekawość wygrała i postanowiłam oddzwonić na ten numer, sprawdzić kto się tak do mnie dobija. 



Jakież było moje zaskoczenie, kiedy odebrał pan, który przedstawił się jako przedstawiciel zespołu sklepu internetowego karusek.com.pl, który pragnie bardzo gorąco mnie przeprosić, wytłumaczył mi wszystko i zapewnił o tym że jednak nikt o mnie nie zapomniał, a po prostu jednej rzeczy z mojego zamówienia nie ma w magazynie i będzie dopiero we czwartek. Zapytał również czy podzielić zamówienie na dwie części, czyli wysłać pozostałe rzeczy teraz a tą jedną po czwartku, oczywiście koszty obu wysyłek poniósłby karusek. 



Na prawdę miłe zaskoczenie. Bardzo podobało mi się to, że nie uciekli się do naskrobania emaila, a przeprosili telefonicznie, pokazali że potrafią dbać o dobro swoich klientów, i każdego traktują indywidualnie. Duży plus!! 

wtorek, 24 listopada 2015

Smakolyki orijen - recenzja



Jestem sceptycznie nastawiona do jakichkolwiek prób testowania jedzenia, gdyż w 90% przypadkach kończy się to niepowodzeniem, Ozzy to prawdziwe wyzwanie dla wszelkiego rodzaju firm produkujących karmy/smakołyki. Wstyd się przyznać, ale o nich słyszałam tylko w internecie. Nie czułam potrzeby kupowania i testowania orijenowych produktów, bo byłam pewna że zakończę to porażką. 

Orijen drogo się ceni, a ja jako mały szary ale za to ciekawski człowiek widząc stoisko z tą właśnie firmą na wystawie postanowiłam podejść i zaspokoić moją ciekawość. 
Z tego co mówiła kobieta pilnująca stoiska Orijen wydawał się ciekawą karmą, ale mnie bardziej interesowały smakołyki, gdyż Ozzy jest prowadzony od lat na BARFie.

Konsystencja jedzenia które produkuje się dla astronautów!
Z drobiu z wolnego wybiegu
100% mięsa
idealne dla wybrednych psów



To tylko kilka zwrotów którymi starała się mnie zachęcić pani, abym kupiła u nich paczkę tego nieba. Ale ja jestem nieprzekupna, i zapytałam czy mają próbki. Niestety nie mieli, ale pani była na tyle miła, i dała mi kilka kawałków ze swojej paczki. 



Dziwnie lekkie. Zwróciłam na to uwagę, i został mi wytłumaczony cały proces wytwarzania tych smakołyków, w dużym skrócie po prostu woda odsączana jest co do kropelki ;) 

Pierwsze wrażenia? 
Suche, jak trociny.. Osypuje się przy łamaniu, po przełamaniu to na prawdę wygląda jak trociny, jak zmoczona kartka ugnieciona w ręce w kulkę, i po wyschnięciu przełamana na pół. Na pewno Ozzy tego nie tknie. Znam swojego psa. 



Po przyjściu do domu, pewna porażki dałam Ozikowi kawałek tego "nieba" A on zjadł aż mu się uszy trzęsły! Na drugi musiał zapracować, i tak się nakręcił, że musiał dostać wpierdol (dla obrońców praw zwierząt - nie, nie chodzi mi tu o bicie psa.) bo nie myślał, robił milion rzeczy jednocześnie byleby dostać kawałek! W drugi dzień wystawy czym prędzej pognałam w kierunku stoiska by zakupić paczkę po promocyjnej cenie 25 - 5! >.> 

Orijen original posiada w sobie świeżą wątróbkę z kurczaka 24%, świeżą wątróbkę z indyka 24%, świeże mięso z kurczaka 24%, świeże mięso z indyka 24%, świeże mięso ze storni 4%




Podsumowanie:
Oczywiste jest to, że nie ma nic lepszego niż filety z piersi z kurczaka z Pet Planet Society, ale Orijen Original może dumnie stanąć na drugim miejscu. Po pierwszym dniu chciałam zmienić kolejność, ale używając ich już trzeci dzień dostrzegam lekkie znudzenie. (To je Ozzy, tego nie ogarniesz :p) 
Mają na prawdę super skład, a to że drób przed trafieniem do paczki miał zacne życie to już w ogóle Wooooooo!
Z czystym sumieniem mogę je polecić! Koszt jednej paczki to około 25zł.
Opakowanie ma 57g i zawiera około 50 sztuk przysmaków. 


sobota, 7 listopada 2015

O czym marzysz?

Każdy z nas mimo że jest psiarzem, ma inne marzenia ponieważ ma inne priorytety, osiągnięcia czy doświadczenie. Jedni marzą o hodowli, inni o podium na MŚ jeszcze inni po prostu sukcesach na treningach. Jeśli chodzi o mnie, to mam kilka większych i mniejszych marzeń, jednym z tych mniejszych jest posiadanie drugiego psa. To malutkie marzenie ciągnie się za mą latami, jednak bez presji, bez pośpiechu i bez parcia pomalutku, po cichu je realizuję. 


Mój przyszły pies ma być zupełnym przeciwieństwem mojego obecnego psa.
Tak, i nie chodzi tu o to że coś mi nie pasuje, bo Ozzy jest świetny i zaskakuje mnie codziennie czymś nowym! Ale kto nas zna wie ile nerwów, czasu, pieniędzy i zdrowia musiałam poświęcić na szkolenie małego rudego. Chcę spróbować czegoś nowego! 
Mam 4 rasy. Jedną główną i trzy którymi mimo wszystko też się interesuję. 


Poznaję psy na codzień, w pracy i w zabawie. Próbuję pracować z poszczególnymi żeby kierować się nie tylko opisem z internetu czy sugestiami właścicieli/hodowców (bo ci też potrafią koloryzować :p)  a własnym doświadczeniem i spostrzeżeniami. 
Idzie mi opornie, sama się nie spieszę, wiem że kiedyś i tak to nastąpi, a co się odwlecze to nie uciecze! 

Decyzja o psie to decyzja na długie lata. Pamiętajmy że biorąc małego słodkiego szczeniaczka zobowiązujemy się być z nim na dobre i złe, ponosimy odpowiedzialność za to co oswoiliśmy dlatego sądzę że lepiej poczekać kilka lat i na prawdę spełnić swoje marzenie, a niżeli wziąć teraz bo jest okazja, akurat miot blisko, i rasa w sumie "podobna" 
Pamiętajcie, wyczekany cieszy bardziej! :D 

jak szybko i skutecznie złamać psu kark

To chyba moje jedyne "psie" marzenie (o ile można tak to nazwać) inne nijak nie wiążą się z moją pasją więc zachowam je dla siebie. Post z serii 'naskrob go i ty!' jeśli chcesz, napisz post o swoich marzeniach, bądź marzeniu. Możesz zostawić mi link w komentarzu chętnie przeczytam c:



Fot: Guzek fotografiii 

niedziela, 1 listopada 2015

Prawda boli.



Nie potrafię się z tym pogodzić. Nie teraz. To za wcześnie. 
Moją największą dumą było to, że mam 9 letniego psa, a wciąż mogę pozwalać sobie na treningi agility bez żadnych konsekwencji. Mój pies na nic nie choruje, nic go nie boli, jest szalonym seniorkiem, który przeżywa drugą młodość. Czułam się jakbym miała pełnego energii szczeniaczka. W sumie nadal tak się czuję, wystarczy wypowiedzieć słowo "piłeczka" a pies jest gotowy do pracy. No ale co mi po tym, skoro treningi zaczęliśmy odczuwać. On w łapach ja w sercu. 

Po ostatnim treningu agility w klubie widać było że Ozzy ewidentnie odciąża tył. Dostał dwa zastrzyki i tydzień na smyczy. Widać było że coś jest nie halo, chodził jakby struty, nie jadł, nie pił, ciągle spał, zaczęłam dostrzegać też u niego coś jakby reumatyzm? Wet na szczęście nie potwierdził moich obaw. Zwykła kontuzja, nic groźnego. Ale to nie wyglądało jak zwykła kontuzja, nie z takim stanem bycia.

Dziś postanowiłam wykorzystać piękną pogodę, wyciągnęłam deskę, podstawiłam pod spód z jednej strony coś żeby było wyżej, rozłożyłam jedną hopkę, bez poprzeczki, żeby było tylko odsyłanie i heja uczymy się strefek dalej. Minęło może 5 minut od rozpoczęcia treningu a pies nie staje na lewą tylną łapę. Co jest kurwa.

5 minutowy masaż pomógł i pies mógł znów na nią stawać. Ale biegając nadal ją odciążał. Jutro do weta, trzeba by prześwietlić tę wadliwą łapkę, zobaczyć co się tam kryje. Mam nadzieję że to tylko chwilowy uraz, bo serce mi pęknie jeśli będę musiała zabrać mu agility. Ja wiem jak on to kocha, i jak pyszczek mu się cieszy, kiedy wyciągam przeszkody. On biega by biegać. Kocha to..


Zdaje sobie sprawę, że kiedyś będziemy musieli zaprzestać treningów, ale nie wiedziałam że to zawiśnie nad nami tak nagle.. Nie jesteśmy jeszcze na to przygotowani, ani ja, ani on. 

piątek, 23 października 2015

CHUCKIT Ultra Tug - recenzja



Firma CHUCKIT powiększa się w tempie światła, na rynku dostępne są nie tylko piłeczki na sznurku, potocznie zwane Ultra Tug, a wiele wiele innych fikuśnych zabawek, które cieszą nie tylko psa, ale psiarza również :P Jednak ta recenzja będzie tylko o skromnej, tradycyjnej, jednej z pierwszych piłek chuckita, jakie weszły na polski rynek, małej niewinnej Ultra Tug która w psim świecie zrobiła niemałą furrorę.

Przeglądając facebooka, jakiś rok temu ciągle natrafiałam na zdjęcia psów z tą właśnie piłeczką, każdy zachwycał się nią niemiłosiernie! Serce mówiło bierz, a rozum podpowiadał przewijaj dalej. Jednak jako rasowy psiarz-zakupoholik ciekawość wygrała, i postanowiłam na własnej skórze przekonać się co w niej jest takiego fajnego.

W grudniu zeszłego roku zdecydowałam się zakupić tę małą piłeczkę. Wybrałam rozmiar S, chodź i tak miałam wątpliwości czy zmieści się do pekiniego pyszczka.

Porównanie S (5cm)  i M (6,5cm) 

Rozmiar: S
Średnica: 5cm
Długość taśmy: 17cm
Orientacyjna waga produktu: 100g



Po otrzymaniu przesyłki byłam zła na siebie że dałam się namówić na tę piłkę. Sztywna taśma, twarda piłka, ogólnie szału nie ma a kosztowała mnie 30zł. Niby nie dużo, ale jak za zabawkę, która okazała się na pierwszy rzut oka niewypałem, i czekał ją żywot na dnie pudełka z zabawkami to sporo. Na dodatek moje przypuszczenia się sprawdziły, piłka nie weszła do pekiniego pyszczka, a będąc na tyle twardą, nawet nie było mowy o zgnieceniu jej i zaaportowaniu, ponieważ piłka zgniata się do pewnego momentu, później natrafiamy na taśmę, która blokuje dalsze zgniatanie. Jedynie rączka ratowała sytuacje, i pies jakoś mógł mi ją przynieść.


No dobra, ale skoro już ją kupiłam, powinnam chociaż spróbować pobawić się nią z Ozim. Wzięłam ją na kilka treningów, na spacerki.. Nic się nie zmieniło. Piłka nie była strzałem w dziesiątkę, Ozzy ma za delikatne szczęki, aby zgnieść piłkę, a za taśmę nie będzie się szarpał, bo sznurki/taśmy są bee i przecież pańcia uczyła przez całe życie że za sznurek nie wolno łapać, tylko za piłkę, więc nie będę łapał. Koniec i kropka.



Wzięłam ją jeszcze na jeden test. Owczar, wielki słodki Pan Puszek, kochający wszystkie zabawki. Jednak piłka okazała się zbyt mała, przez co nieatrakcyjna i chuj bombki strzelił, chuckit resztę życia spędzi na dnie pudełka z zabawkami, chyba że dostanie nowe życie w szczękach przyszłego szczeniaczka.

PODSUMOWUJĄC:

- na pewno nie nadaje się dla psa z lekkim uściskiem szczęk
- małe psy ras brachycefalicznych będą miały problem z wzięciem piłki do pyszczka, ponieważ jest za duża
- tonie w wodzie
- trudno jest ją doczyścić, i bez pomocy szczoteczki do zębów to raczej niemożliwe
- piłka jest twarda
- taśma dość mocno sztywna


+ odbija się wysoko od przeróżnych powierzchni
+ tasiemka jest solidnie przymocowana, raczej nie ma możliwości wyrwania jej z piłki
+ kolory są przepiękne, piłka przez to jest dobrze widoczna
+ piłka ma chropowatą powierzchnie, dzięki czemu nie wyślizguje się psu z pyska




Teraz chuckity są tańsze, o bodajże 5-6zł i można je kupić w prawie wszystkich sklepach internetowych dla psów. Skrycie liczę że kiedyś ktoś pokocha tę moją małą tugową piłeczkę, bo kiedy czytam jak inni psiarze się nią zachwycają mam lekkiego doła, bo piłka jest na prawdę całkiem fajna, wygodna w użytkowaniu ale znaleźć coś co podpasuje mojemu rudemu, to na prawdę wyczyn.

niedziela, 18 października 2015

O Rafim, który skradl mi serce

Czy zdarzyło wam się mieć taką sytuacje, gdzie natknęliście się na jakiegoś kundelka, bidę do adopcji i nagle wszystkie wasze plany i oczekiwania odnośnie drugiego, idealnego psa rozpłynęły się w oceanie zajebistości owego kundelka? Tak. Też nigdy tak nie miałam. Moje decyzje zawsze były przemyślane, chodź i tak życiem rządzą przypadki, to starałam się zawsze trzeźwo myśleć i nie dawać się ponieść emocją. Aż do dziś... 


Poznajcie, to jest Rafi. 
Poprzedni właściciele Rafiego porzucili go w najbardziej prostacki sposób jaki się tylko da - przywiązując go do drzewa. Pies był tak spanikowany, że przez pierwsze dni w schronisku uciekał w panice w najdalsze końce kojca, kiedy wolontariusze chcieli do niego wejść. Ten niespełna roczny pies musiał mieć ciężkie życie. Jest psem wycofanym, strachliwym ale uległym i bezkonfliktowym jeśli chodzi o inne psy i ludzi. Boi się gwałtownych ruchów, i podniesionego głosu. To przerażające, jak przypomnimy sobie że ten psiak ma zaledwie około roku. 


Pies jest do adopcji w Gdańskim schronisku - PROMYK Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt Gdańsk
To jeden z niewielu psów, na których punkcie oszalałam. Gdyby nie jedna mała rzecz, o której na razie wolałabym nie pisać publicznie on byłby już mój. Jest przepięknym psem, z szansą na normalne życie! Byłby świetny w agility, po pyszczku widać w nim terriera! 
Mi pozostało powzdychać sobie do jego zdjęć, ale może któreś z was chciało by mu dać kawałek domu? Pies nie jest średni, on jest mały także dużo miejsca by nie zajął ;) 
Młody wiek działa tylko na jego korzyść, bo mimo iż nie miał dosatecznego socjalu, na resocjalkę nie jest za późno i można go podbudować w krótkim czasie, wystarczy chcieć! 


sobota, 17 października 2015

Zlota 5!

Czytając sobie różne psie stronki tej brzydkiej soboty, i rozkoszując się nowo zakupionymi woskami do kominka natrafiłam na stronkę przecudnych dwóch aussiczków, a szperając głębiej po ich kawałku internetów, na ten wpis - KLIK.

Postanowiłam podjąć wyzwanie od Heart Chakra i wytypować moją złotą piątkę.
Mimo że podoba mi się praca Oziego, jego motywacja jest w pytkę i obecnie narzekać nie mogę na nic, to na drugiego pekińczyka raczej bym się nie zdecydowała, ponieważ chciałabym robić więcej.. (ale ze mnie wyrodna matka :')) 


1. Jack Russell Terrier 

flickr. com


Tak dokładnie wyobrażam sobie osobnika tej rasy. Mały, zwinny, szybki terrierek.
Kompaktowy i śliczny, no bo spójrzcie na ten pyszczek... :D
Pies-sarkazm, bo niby rasowy, a wygląda jak wiejski burek! Ekstra! 
Jeśli chodzi o małe rasy to w grę wchodzi ta jedna.. Na milion innych. Jeśli kiedykolwiek miałabym mieć znów małego pieska to tylko i wyłącznie JRT! 



2. Whippet 

flickr. com

Nie wiem co te psy mają w sobie. Jakby skupić się na szczegółach, to nic konkretnego nie wypiszę, ale jeśli te wszystkie szczegóły wrzucimy do garnka i zamieszamy porządnie wyjdzie pies, który z niewiadomego powodu przesiaduje chwilami w mojej głowie. 
Ten wygląd, niczym odratowany z jakichś strasznych warunków, konający, wychudzony do szpiku kości biedny piesek.. AHH <3 
Nie wyobrażam sobie jednak pro sportowego whippeta, taki egzemplarz zdarza się rzadko, a z moim szczęściem, jak już dostałam jednego takiego psa, o drugim mogę pomarzyć... :p 


3. Owczarek Australijski Kelpie

flickr. com

Kelpie byłby wyzwaniem, ale ja lubię wyzwania!
Rzadko która rasa może pochwalić się takim zapałem do pracy jak kelpiki.
Ich móżdżki pracują na naprawdę wysokich obrotach, są cholernie inteligentne, i żywiołowe.
Na pewno nie zdecydowałabym się na niego w chwili obecnej, bo nie chodziłby po owcach, a po mojej głowie!
Ale życie lubi płatać figle... Nigdy nie mów nigdy :D 


4. Owczarek Australijski Aussie 

flickr. com

Te słodkie pufki mają w sobie prawdziwego wojownika! 
I jeśli tylko potrafisz go wydostać masz psa ze stali. Zła się nie ulęknie i te sprawy.. :D
Aussie to rasa do której wzdycham od lat, kocham puchate psy, i kocham owczarki. Aussik to takie połączenie tych dwóch cech! Świry nad świrami, ale nie kocha się za coś, kocha się pomimo czegoś :"D 


No i na tym etapie pragnę przeprosić że nie dałam rady spełnić tego wyzwania, ale dwie ostatnie rasy są egzekwo i nie potrafię wyróżnić jednej. A tymi rasami są 


5. Owczarek Belgijski Malinois&Border Collie 

flickr. com

Dlaczego są egzekwo i dlaczego zostawiłam je na koniec? (pozostałe miejsca są losowe) 
Ponieważ to psy które kiedyś zawróciły mi nieźle w głowie, ale po przemyśleniu wielu czynników za, jak również i przeciw dziś wiem, że ani ja ani one nie bylibyśmy szczęśliwi w takim połączeniu. 
Lubię je, ale "u kogoś" dla mojego (NASZEGO!) dobra niech tak zostanie.


A może wy mielibyście ochotę pobawić się w wytypowanie swoich ulubionych ras, i napisanie parę słów o nich, na podstawie własnych przemyśleń, przeżyć? Śmiało :) 


niedziela, 11 października 2015

Niedzielne powerki (AGILITY!)

W tę niedzielę miałam jechać na trening agility do kieleckiego klubu Be Power w roli fotografa, ale koniec końców wzięłam Ozika bo czemu nie. Było trochę czarnych myśli, ale postanowiłam go w końcu zabrać na trening, bo ostatni był baardzo dawno temu, za górami i za lasami, a że teraz jakoś (tfu tfu) jest w dobrej formie, to niech sobie pohasa, w końcu wiem jak on to lubi. 


Przyznam się szczerze, że nie wierzyłam w niego.
Wiem jaki mój pies jest w nowych miejscach, wiem jaki jest przy szczeniaczkach i ujadających non stop psach czy to w klatce, czy gdzieś przywiązanych. Czarno widziałam ten trening, ojj czarno :p

Dobra, krótka piłka. Dotarliśmy, ciach, pies przywitał się z innymi psami i na smycz do słupka. Pańcia dzielnie rozkłada przeszkody i zapoznaje się z torkiem. Dobra. Nie jest źle. Okazuje się że biegniemy jako czwarci. Pies zaczyna się niecierpliwić i poszczekiwać od słupka. Powiedziałam mu do słuchu co o tym myślę i sądzę że moje argumenty były mocniejsze od jego więc dał sobie spokój. Nie na długo, ale to swoją drogą haha 

Nasza kolej. Odpinam psa ze smyczy i już przygotowuje się na darcie się "OZZZZZZZZZ" na pomykającego po tęczy pekina w stronę innych piesków, ale.. Odpinam i nic. Stoi koło mnie. Spoko. Komenda 'na przód' i pies wybiegł poza ogrodzenie prosto na torek, zapędził się trochę w stronę trenerki, ale jedno "Ozzy do mnie" i jakby był tak po prostu totalnie odwoływalny od wszystkiego przybiegł i czekał na polecenia

COŚMITUNIEGRA 

ZBYTKOLOROWO

ZARAZCOŚSIĘSTANIE


Po rozgrzewce biegliśmy prostą sekwencje z samych hopek i tuneli, tak dla rozruszania psa i przypomnienia mu z czym to się je. Odsyłanie na 5+, tyczka nie spadała, ciasne skręty były prawie ciasne... Gdzie jest mój pies? 

Jak był w fazie totalnego nakręcenia wyprzedził mnie na tunelu. Nie wiem jak to zrobił, ale tak. Nie dogoniłam pekina i zmiana poszła się jebać :p 
Co dobre szybko się kończy więc koniec i znów na smycz. Tym razem darł ryjek bardziej, no bo jak to pańcia tam stoi i patrzy jak inne psy biegają a ja muszę być tak daleko... A co jak jej się uwidzi biegać z którymś? Ona nie może! Bo tylko ja mogę tam biegać! 
No tak się nakręcił że nie przegadasz :D 

Szybko zleciało i wchodzimy na torek jeszcze raz. Jak podeszłam oswobodzić małego bitego, pokrzywdzonego przez los pekina, który został brutalnie przywiązany i nikt nie słuchał jego płaczu to pisknął z radości :") 

Na torek hyc i tym razem robimy strefy. Ups. Niby mamy, ale 2on2off i to nie jakieś takie szybkie. Po za tym to świeża sprawa, no ogólnie do dopracowania i za bardzo nie ma się czym chwalić. No ale nasza kochana pani trenerka była nieugięta i stwierdziła że mimo wszystko mamy spróbować. No to ciach. Jedna kładka zrobiona i na wstępie mały opierdol mi się dostał :p 
Koniec końców stwierdziłyśmy że zbiegane będą tu efektowniejsze, no dobra skoro tak to do dzieła!


Dowiedziałam się wielu bardzo miłych rzeczy o Ozim, o jego pracy i moim handlingu, dowiedziałam się że nie jesteśmy tacy źli, tzn ja.. Bo Ozz.. Ozz jak to Ozz zrobił słodkie oczka, i wszystkie dziewczyny z klubu jego hah. Ma chłopak branie! Ale tak po za jego nieprzeciętną urodą xD To dowiedziałam się że w sumie fajny z niego pies, fajnie biega a jak się nakręci to i fajnie i szybko no i te moje dłubanie przez tyle lat na podwórku nie poszło na marne bo w sumie nie mam tak wielu rzeczy zniszczonych! Obiecuję wpadać częściej do powerków o ile zdrówko nam pozwoli ;) 



poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Agility z Santa

W niedzieję (tj wczoraj) mieliśmy z Ozim wyjątkowych gości. Zawitała w świętokrzyskim Marta z Santą i Piotrkiem.

fot. Marta Guzek. 

 Odwiedziny miały jeden konkretny cel. Agility. Na jeden dzień Santa stała się moim psem, żebym zobaczyła jak to jest żyć z użytkiem i czy mój priorytetowy sport (czyt agility) da radę żyć bez downa w takim teamie. 

fot. Marta Guzek

Najpierw jednak wzięliśmy Oziego, i poszliśmy nad jezioro. Mimo moich obaw, Santa nie chciała zjeść mi psa, aczkolwiek raz pomyliła go z wiewiórką w lesie i prawie go upolowała. Jak ogarnęła że to piesek a nie wiewiórka, to była lekko w szoku, ale przyjęła to do wiadomości. Ogólnie pieski się pokochały i nie miały ze sobą problemów. "Agresywna Santa" Mit obalony. 



Przejdźmy do sedna: AGILITY 

fot. Marta Guzek
Nie było trudno skupić na sobie uwagę Santy, jej mózg działa na zasadzie "Marta, Marta, Marta... A nie, czekaj kto ma moją piłkę? SYLWIA! Sylwia, Sylwia, Sylwia, Sylwia..." No mniej więcej tak. Masz piłkę, masz władzę.

fot. Marta Guzek


Ogólnie trening na plus. Z Santą pracowało mi się na prawdę bardzo dobrze. Skakała w Mkach, była szybsza niż oczekiwałam, słuchała tego co do niej mówiłam i nie biegała na pałę. Mi z kolei było bardzo trudno ją dogonić, przez co niektóre ruchy miałam opóźnione, i Sancie było trudniej wykonać  to o co ją prosiłam bez rycia pyskiem w ziemię (ona tak hamuje..) 
Mając na uwadze to, że miałam z nią kontakt tylko kilka godzin przed treningiem, nie znałam jej dobrze, ona mnie zresztą też dlatego mieliśmy utrudnione zadanie co do komunikacji i trochę obie improwizowałyśmy, jednak po treningu zostałyśmy pochwalone, że jak na pierwszy raz, to byłyśmy świetne! 

FILM 

Ogólnie to biegałam jakbym miała parkinsona, ale uwierzcie, że na prawdę trudno się przestawić z Oziego na Santę. Uwierzcie hahaha


fot. Marta Guzek

piątek, 21 sierpnia 2015

ZA KULISAMI: Zdjecia w statyce


O jakie ładne zdjęcie! A ten szczeniaczek mądry, że tak stoi bez ruchu .. 

Do dziś dnia nie sądziłam, jak trudno jest zrobić takie zdjęcie. 
To prawdziwe wyzwanie dla właściciela i fotografa,  kiedy cwany szczeniaczek pokazuje swoje ukryte różki, dokładnie w tedy, 
kiedy wyciągasz aparat!
Bo spójrzmy na to od tej strony....


Szczeniaczek dał nam obu po doopkach! :D
A co ze starszymi, zrównoważonymi psami bez ADHD? (czasami..)

ogon uciekł w skutek machania 

Byłam pewna że jest łatwo, w końcu trzeba takiego delikwenta tylko ustawić, skupić na czymś jego uwagę i dać fotografowi chwilę na zrobienie zdjęcia. Oj, jak ja bardzo się myliłam.... :p 


No a małe psy? 
Tu nie może być trudno.. Takiego psa da się jednym palcem ustawić, łatwo nim manewrować, i potrzymać w razie gdyby co. 
Hah, gdybym w tedy wiedziała co mówię, inaczej bym sobie życie ułożyła 


Nie no, w sumie nie było tak źle...
... Te małe krzywe jorczi wiło się najgorzej, i było najbardziej niecierpliwe.. 
Za dużo nie mogłyśmy zrobić, kiedy pies urodził się po prostu krzywy xD 


Mimo że psy wyglądają na torturowane,
to gwarantuję że najbardziej pokrzywdzone jesteśmy my, haha
Za modeli posłużył dzielny team z TEGO bloga 

Pozdrawiam, nie róbcie tego w domu! 

piątek, 14 sierpnia 2015

Spacerowe absurdy sprzed tygodnia.

Właściciele, którzy nie potrafią opanować/zapanować/utrzymać/wpłynąć na swojego psa (niepotrzebne skreślić) potrafią skutecznie podnieść mi ciśnienie. Bo załóżmy, przykładowa sytuacja, biegają sobie dwa psy bez smyczy, nasz i kogoś. W oddali widać innego psa - na smyczy, i ten pies znajomego który biega bez smyczy daje nogę do tego drugiego. Właściciel stoi. Patrzy. Stoi. Nadal patrzy. Łaskawie rzucamy propozycje, aby może pofatygował się i zabrał psa? Wtem właściciel zaczyna drzeć pizde "PIKUŚ CHOOODŹ PIKUŚ!!! pikuśpikuśpikuś PIIIIIIKKKUUUUUŚŚŚŚ" .. -_- 
Pies ma to w dupie. Spoko. Wypadałoby się przejść i zabrać psa. NIEGDZIETAMPOCOZARAZSAMPRZYJDZIE. I kto idzie po psa? Właściciel? Nie. Ty. Bo szkoda ci psa, bo straciłaś wiarę w ludzi. Bo nie możesz patrzeć jak właściciel psa na smyczy nie może sobie poradzić z psem twojego znajomego, który nie odpuszcza. Bo jesteś wkurwiona i chcesz skończyć tę sytuacje.
 ~ Na faktach.





Biegają dwa psy bez smyczy. Twój i znajomego. Nagle w oddali widać panią z psem na smyczy. Pies spięty, najeżony, skrada się. Pani radośnie idzie w waszą stronę. Idziesz po swojego psa, i go przytrzymujesz w razie "gdybyco", rzucasz łaskawie czy mogłaby tutaj nie podchodzić, słyszysz tylko puste "PIES CZY SUCZKA??" Ciśnie ci się na język "CHUJ CIĘ TO INTERESUJE, MÓWIĘ ŻE MASZ TU NIE PODCHODZIĆ, ale z grzeczności odpowiadasz "pies, a pani piesek jest trochę spięty, i się niepokojąco czai, lepiej jak się nie będą witać" Oczekujesz że pani odwróci się na pięcie i sobie stamtąd pójdzie, a co dzieje się na prawdę? Pani podchodzi z pieskiem na odległość 1,5m i mówi "zobaczy Pikuś jakie pieski, pobawiłbyś się, co? Pobawiłbyś" :))))) Czujesz, że to nie skończy się dobrze. Czujesz że zaraz się coś stanie. Prosisz jeszcze raz, aby zabrała psa bo się kurwa jeży, widzisz że ma stanowczo zbyt luźno szelki i w razie co, może się z nich wyślizgnąć. Ty trzymasz psa. Znajomy trzyma psa. I nagle BUM pies znajomego, i Pikuś zaczynają ujadać, i rzucać się. A to ci niespodzianka :))))))) Pies znajomego, z racji że nie jest małym psem wyrywa mu się, i odbiega kawałek, wtem Pikuś pani wyślizguje się z szelek (a to ci niespodzianka x2) i psy zaczynają się gryźć. Pani stoi. Psy wyszarpują sobie serca, znajomy stara się jakoś tam złapać swojego psa, a pani stoi. Znów dostajesz wkurwa. Prosisz znajomego o potrzymanie Oziego, i rozdzielasz psy. JAKO KURWA JEDYNA. Na język ciśnie ci się cała wiązanka, ale mówisz tylko "proszę zapiąć psa" oddajesz kundla, którego trzymasz za ucho tak mocno, że pies zaczyna popiskiwać, zapinasz swojego psa i odchodzisz. 
~ Na faktach. 


wtorek, 11 sierpnia 2015

Pies do wszystkiego, to pies do niczego.

Spotkałam się na dniach z tym określeniem, i mowa jest nie o pięciu czy dziesięciu sportach, a o dwóch.. Zainspirowało mnie to na tyle, że postanowiłam poświęcić temu tematowi całego posta.





Ludzie którzy decydują się na psa sportowego często kupują Border Collie, między innymi dlatego że to dość wszechstronne psy, które umożliwiają rozwijanie pasji w wielu kierunkach. Jeśli jednak ćwiczysz ze swoim borderem więcej niż jeden sport, to wiedz że "twój pies jest do niczego."


Człowiek jest ciekawy, chce próbować wielu rzeczy, wprowadzać psa ;którego kupił z myślą o sportowym życiu; w wiele aktywności, sprawdzać i siebie i jego, czerpać z tego przyjemność, dawać mu dużo radości, zabawy i wzmacniać więź. Czasem nasz pies czerpie taką samą radość z pląsania na torku, jak i z pogoni za dyskiem, mamy zatem zabrać mu jedną aktywność na rzecz tej drugiej? Nie może tego robić? Bo spadnie na niego ogólna opinia że jeśli próbuje wszystkiego, to na pewno pies nie sprawdza się w żadnej z tych rzeczy, a właściciel usilnie próbuje znaleźć coś dla niego. Może tak jest? I dobrze, potocznie wiadomo że sport dobiera się do psa, a nie psa do sportu. Ale może być też tak, że  po prostu człowiek jest ciekaw i chce doświadczać czegoś nowego. A w długie zimowe wieczory lepiej zasiąść przed telewizorem z paczką czipsów i psem w nogach, niż dłubać elementy obi, ponieważ i tak się w tym nie sprawdzisz, uprawiasz już przecież dogfrisbee a więc nie rób ze swojego psa "psa do niczego." Powinniśmy raczej zająć się swoimi sprawami, a nie rozmyślać nad postępowaniem innych, bo póki psu nie dzieje się krzywda jest ok. 
Nie każdy też bierze psa z myślą o zawodach, a po prostu o aktywnym spędzaniu czasu, raz dysk, raz na torek, a raz przed dom na chwilę wyciszenia i poOBIjania się. Czy taki pies jest do niczego?  Jeśli tak twierdzisz, rzuć kamieniem pierwszy. 

Komuś, kto twierdzi że pies który trenuje więcej niż jeden sport jest do niczego,  zdecydowanie brakuje wiary w swojego psa, bądź w siebie. Próbuje podnieść się na duchu, obniżając ogólną poprzeczkę i dostosowując poziom do siebie. A jeśli jakiś pies sprawdza się w kilku aktywnościach to coś tu jest nie tak i na pewno któryś ze sportów musi być porażką. Porażką jest dla mnie taki sposób rozumowania. Według mnie można mieć priorytetowy sport, i być w nim na prawdę niezłym, ale pies nie staje się do niczego jeśli liźnie innego sportu więcej niż "raz za czas"