piątek, 16 maja 2014

Parę szczebli wyżej

Szósteczka to taka piękna liczba, i właśnie taką liczbę lat dzielę z moją małą rudą patelnią ;) 


Nawet nie wiem kiedy to zleciało, podsumowania jako takiego też nie będę robić, bo uważam to za zbędne.
Pragnę tylko wtrącić, że to małe płaskomordne z fotki wyżej pokazało mi czym jest pasja.
Powtarzam to jak zepsuta płyta, ale jeśli ma się chęci i głowę na swoim miejscu, osiągniemy swój cel. 



Ja konkretów nie podam, bo zawsze jest taka blokada narzucona z 'góry', że jak się czymś chwali, to zawsze stanie się coś, przez co nam się TO nie uda. Ale dzięki temu małemu psu z bardzo chłonnym móżdżkiem odnalazłam sens życia, i jestem mu za to dozgonnie wdzięczna.

Te sześc lat można podzielić na etapy, pierwszy etap ciągnął się dwa długie lata, i Ozzy był psem kanapowo-spacerowym, drugi etap otwiera moja chęć nauki, wypróbowania rzeczy które zaczęły mnie interesować, a mając pod ręku tylko jego, było oczywiste kto będzie moim króliczkiem doświadczalnym :P

No i się zaczęło. 
Wszelkie próby, wzloty, upadki, niechęć, gubienie mózgu, poznawanie siebie na wzajem, wzmacnianie więzi, mini pokazy wszelakich sztuczek dla przedszkola czy podstawówek, i nareszcie wkraczanie w ścieżkę agility, krótką ścieżkę, bo na drodze pojawiła się poważna choroba, którą wspominam jako najgorszy okres w moim życiu. I nagle wszystko runęło, nie było nic tylko okaleczony, bezwładny pies, weterynarz, leki, zastrzyki, smutek, żal, rozpacz i myśl "co by było gdyby" ale było już za późno na gdybanie. Nawet myślami nie chcę do tego wracać. Jednak pamiętam doskonale minę weterynarza po serii zabiegów laserowych, i to co nam narzucił, a mianowicie uśpienie psa, gdyż dalsze lasery nie mają sensu. Niedowład jest nieodwracalny, próbowaliśmy walczyć, nic z tego. Chcieliśmy dać mu jeszcze chodź kilka dni. Wydawać by się mogło że to koniec, aż tu nagle, któregoś pięknego poranka, kiedy wstałam do szkoły mój pies, po dwóch i pół miesiącach walki merdnął ogonkiem.. Pamiętam, popłakałam się jak mała dziewczynka, jedna nadzieja powróciła, wiedziałam że to jeszcze nie koniec. 


Po burzy zawsze wychodzi słońce, tak stało się i tutaj. 
Zaczęliśmy odbudowywać to co zniszczyła choroba, zaczęliśmy uczyć się nowych rzeczy, ja zaczęłam łapać doświadczenie, i znów stanęliśmy przed tym co zaczęliśm, agility. Konsultacja weterynaryjna nie dała nam złudzeń. Pies nie może ćwiczyć regularnie, nie może obciążać tylnej części swojego ciała, zwłaszcza łap. Zalecił stopniowe wyrabianie mięśni, poprawa kondycji a pies będzie towarzyszył mi jeszcze przez kilka długich lat. Tak też się stało. Agility to nie nasze główne zajęcie, a odskocznia, chwilowa zabawa.

https://www.youtube.com/watch?v=hGxDupN5Jw0 

Stara się, ja widzę to i doceniam. Wszelkie błędy są wyłącznie z mojej strony. 


Trzymam mamo!

Ciągła chęć uczenia się nowych rzeczy, i łatwość z jaką ją przyswaja zaskakuje mnie każdego dnia.
Czasem mam wrażenie, że zanim zdążę mu coś wytłumaczyć on już wie o co mi chodzi. 
Mały geniusz, i co z tego że jest rudy :P 

Kocham go, Ozzy to najlepsze co mnie w tym moim życiu spotkało. 
Postaram się zrobić na dniach zdjęcie w statyce.
Miłej nocki ;) 



Mamy swój kanał, na którym od czasu do czasu umieszczamy nowinki.
Można pooglądać starocie, niedługo coś nowego tam wpadnie ;)