środa, 24 grudnia 2014

Swiateczne psie prezenty!

Ryzykowałam zamawiając dwa dni przed wigilią, ale wiedziałam że karuskowe rzeczy idą dwa dni, i liczyłam na to że kurier zapuka dokładnie 24.12 tak też się stało, wielka łapka w górę, polecam!

W zamówienie wchodziły następujące rzeczy:

Piłka na sznurku z Trixie z fluorescencyjnym sznurkiem
Kong Squeezz Ball super odbijająca się piłka z piszczałką 
Chuckit Ultra Tug 
Dysk Hero Xtra 235
Smakołyki Planet Pet Society (patyczki zwijane ze skóry wołowej z kurczakiem)
Let's Bite Chicken Stripes 




Piłka ze sznurkiem posłuży do nauki wymiany zabawek. Jest zrobiona z twardej, lanej gumy, co sprawia że jest mega ciężka. Już wiem że przez sznurek opleciony na piłce będzie się ją trudno czyścić, ale za to nie będzie się w żaden sposób wyślizgiwać psu z pyska. Średnica piłki to 5cm a długość sznurka wynosi 40cm. Wydaje się być jedną z tych niezniszczalnych wyrobów Trixie. Piłka nie kosztowała dużo bo jedynie 11,90zł TU 




Konga Squeezz zapragnęłam kiedy podpatrzyłam go u znajomej i jej psa. Guma z jakiej zrobiona jest ta zabawka jest miękka i na pewno będzie się ją łatwo czyścić z racji tego że jest śliska. Trudno ją ścisnąć żeby wydobyć dźwięk, ale myślę że się wyrobi. Piszczałka ma dźwięk inny niż wszystkie te, które po dniu traciły swoje piszczące właściwości i to nie przez psa a przeze mnie i nożyczki. Mogę wręcz rzec że jej dźwięk jest mniej irytujący, dość przyjemny nawet. Dodatkowo piłka ma mały otwór przez który można przewlec sznurek i używać jej jako piszczącej piłki na sznurku. Można ją nabyć TU  jest dostępna w trzech rozmiarach. 






Chuckit Ultra Tug marzy mi się odkąd wszedł na polski rynek i właśnie spełniłam to marzenie :D Nie mogłam się zdecydować pomiędzy Ultra Tug a Duo Tug. Losowo postawiłam na tą pierwszą nie skreślając Duo bo na pewno kiedyś ją kupię. Piłka pływa, przez co dostaje +10 do zajebistości, taśma okazała się bardziej wygodna w trzymaniu niż mi się wydawało, jest całkiem miękka sądziłam że będzie o wiele twardsza ale to tylko kolejny plus i ma super kolorek! Jest pusta w środku ale całą wolną powierzchnie zajmuję taśma przez co zgnieść ją jest trudno. Minusem jest białe obszycie rączki które po spacerze w taką pogodę jaką mamy teraz raczej się nie nadaje a i sama piłka ma powierzchnię chropowatą przez co raczej będzie trzeba ją czyścić za pomocą szczoteczki. Zainteresowanych piłką odsyłam TU 



Hero Xtra 235 jak zapewnia producent jest nową wersją wytrzymałego dysku HX235 "specjalny dodatek do tworzywa, z którego jest wykonany dysk, zapewnia lepsze przyleganie do ręki, zwłaszcza w trakcie mokrych warunków pogodowych. W odróżnieniu od klasycznej wersji Hero Xtra 235 oraz Hero Xtra 235 Distance, trzymając w jednej ręce kilka dysków Freestyle, nie "kleją się " do siebie, co ułatwia szybkie i sprawne oddawanie rzutów " ja kupiłam ten jeden dysk tylko ze względu na siebie i moją technikę rzutu która.... Nie istnieje :P Mam nadzieję że coś się narodzi w tych moich rękach i nie przyniosę wstydu przyszłemu psu :D Dysk jest STĄD 

Smakołyki PPS z wołowiną i kurczakiem zamówiłam pierwszy raz. Któryś już raz z kolei nie zawiodłam się. Co bym od nich nie kupiła jest strzałem w dziesiątkę! Zawsze super świeże, zawsze ten sam przyjemny zapach zawsze jest tak jak zapewnia producent.  Polecam tę firmę dla niejadków i wszystkich wybrednych piesków świata! :D Mięso łatwo odchodzi od skóry wołowej można je porwać na małe kawałki, skórę natomiast można pociąć nożyczkami i też używać jako nagrody, ja jednak tę część daję w całości psu do memłania. Smaki są dostępne  TU


Let's Bite Chicken Stripes kupiłam bo chciałam przetestować coś zupełnie innego. Mówiąc "innego" mam na myśli smakołyki które nie zawierają 100% mięsa (bo tylko takimi nie pogardzi Ozz) ale jednak są mi często polecane jakoby miał nimi nie pogardzić nawet bardzo wybredny pies. No cóż, rzuciłam wyzwanie Let's Bite'owi i tak średnio spasowały rudemu. W skład wchodzi mięso z kurczaka (94%), gliceryna, propylenglykol, sorbitol potasu. Mają mega atrakcyjną cenę bo jedyne 6zł za 30g fakt małe opakowanie, ale jak na testowanie jest świetne, i prawie za darmo! KLIK 

Być może pojawi się jakaś szczegółowa recenzja którejś z zabawek, ale muszę najpierw rzucić je w paszczę białego potwora który jest jakimś tam wyzwaniem dla tych biednych bezbronnych piłeczek w przeciwieństwie do mojego pekina który w swoim siedmioletnim życiu nie zniszczył uwaga uwaga ANI JEDNEJ zabawki, nawet jak te bezwładnie walały się po domu czy były poddawane wielogodzinnemu memłaniu.. Chyba nie powinnam narzekać :>


Usunęły mi się dwa wpisy z bloga, ktoś to potrafi wytłumaczyć? Ja coś zrobiłam czy blogspot świruje? 

Słyszałam że zdarzało się tak że blogspot usuwał całe blogi użytkownikom ale nigdy nie słyszałam o pojedynczych wpisach. 

niedziela, 21 grudnia 2014

Leg Vault

Od kiedy pamiętam jarały mnie dwa sporty. Agility i Frisbee, później doszło jeszcze obi a friss odeszło na boczny tor ze względu na pewne problemy o których już nie raz pisałam. Postanowiłam jednak nie skreślać rudego z aktywnego życia i oprócz agi i obi podjęłam wyzwanie nauczenia vaultów, na kaczkę (obowiązkowo :P) bo o tym że mój pies kiedyś pokocha dyski nawet nie marzę HE. Ale powiem tak - frisbee to fajna i nowa inicjatywa. Może nie tyle frisbee co różne ciekawe figury. Oprócz leg vaulta ćwiczymy sobie pomalutku flipiki i dopracowujemy wskok na ręce. Pseudofriss jest mega trudne z takim małym psem, bo trzeba się nagimnastykować żeby mu coś wytłumaczyć czy nie przeceniać jego możliwości. Dobrze przynajmniej że Oz dzielnie próbuje myśleć bo mega mi to ułatwia sprawę :D 



Trening który nagrałam jest sprzed miesiąca, ale zapomniałam o tym tu wspomnieć. Na chwilę obecną mamy bardziej dopracowane lądowanie i nie muszę wyginać się jak na jakiejś jodze ;x 

A po treningu taka pamiątka 


Nie jesteśmy idealni ja to wiem, jednak kto nam zabroni cieszyć się z mikro sukcesów? 

Mam też plan na rozbudowanie bloga, częstsze wpisy, recenzje, filmiki, fotorelacje, przemyślenia i wiele innych. Ale zobaczymy jak będzie z aktywnością ze strony moich czytelników, bo po ostatnim wpisie mam wrażenie że tu nikogo nie ma :>

środa, 10 grudnia 2014

Typowy Ozzy.

Zaczynając... Sir Osvald Alexander Konstanty III czyli Ozzy, Oz, Ozuch, Ouzer, Ruda szmata [...]
Robimy obi. Robimy sztuczki. - plan na zimę 2014/5. 


Obi.
Bardzo poprawiło nam się chodzenie na kontakcie (można wreszcie powiedzieć, że mamy kontakt xD) co przyszło łatwo dzięki jednemu prostemu ale jakże skutecznemu ćwiczeniu (dzięki Monika!) I tępo przy chodzeniu jest ok, nie muszę już iść jak ślimak żeby nie zostawiać psa w tyle. Wróciliśmy do komend formalnych ze smakołykiem przy nosie. Znów z pomocą pewnego prostego triku na przednie łapki co by nie pełzły w przód, dowiedziałam się że nie da się tego naprawić i musimy zacząć od początku. Wprowadziłam również nowe - prostsze i bardziej dźwięczne komendy na siadanie i warowanie co według mojej opinii ulepszyło i przyspieszyło te czynności. Oraz mam nowy sposób nagradzania psa, to niesamowite jak przez tak mały element tak wiele może się zmienić, na lepsze! Odnoszę wrażenie że przez ostatnie dni Oziemu bardziej zależy na pracy i większą przyjemność z tego czerpie.

Dziś podchodziłam do świateł i przywołałam Oziego bo poszedł sobie w bok na całą długość smyczy on mi automatycznie przyrównał do nogi XD Wchodzi w nawyk <3

Sztuczki. 
Nie uczymy się nowych rzeczy a udoskonalamy te stare, lubię jak rudy myśli i ja to widzę, coraz więcej entuzjazmu w to wkłada i super się nakręca, kocham ten stan. Jednak wypadałoby dodać coś do gamy obecnych sztuczek więc stworzyłam sobie plan na zimę, gdzie rozpisałam pięknie sesje i treningi obidjensowe. Mimo że jest to mega ogólny plan to jednak postaram się go trzymać i udoskonalać moją doskonałą patelnię :D



Założyłam instagrama - http://instagram.com/fearlesz07/ - jakby to kogoś interesowało. 

czwartek, 13 listopada 2014

CACIB Kielce

Kocham wszelkiego rodzaju psie spotkania/imprezy/zloty czy ki *uj. Kocham skupisko psiarzy w jednym miejscu i kocham poznawać nowe osoby, a tym bardziej jak znajomość była już zawarta, ale tylko poprzez klikanie. W zeszły weekend miałam gościa zza Krakowa który przyjechał właśnie odnośnie CACIBu który odbywał się w sobotę-niedzielę. Poznałam nowe osoby, które już wcześniej znałam, poznałam też kilka piesków których poczytania systematycznie śledziłam w internecie, fajnie jest głaskać psa którego zna się już jakiś czas z ekranu komputera, super uczucie polecam :D 


Kim jednakże byłaby Sylwia, gdyby nie miała żadnego 'ale' ;) 
Tak więc zgodnie z zasadą "Nie znam się to się wypowiem" pragnę napisać kilka linijek odnośnie mojej opinii o wystawach. 

W sumie fajna sprawa i niektóre psy są wyraźnie zrelaksowane, i radość sprawiają im wystawy, kontakt wzrokowy, bieg czy ustawianie to dla niech psikus, a obmacujący ich sędzia to bułka z masłem, nawet nie drgną i brawa dla właścicieli za socjal! 


Ale.. ;)

Wystawy mają też swoją czarną stronę. Kurwa w szoku byłam, w SZOKU! Ale wszystko zaczęło się kiedy stojąc przy spanielach usłyszałam krzyki dobiegające z sąsiedniej sali coś na zasadzie "AAA" "TRRR" "SJIIIISJIIIISJIII" "EJJ" "EE! "TUTUTUTUUUUTUUU" "BUM BUM BUMMM" "HAAAA!" no, mniejsza. Wchodzę do sali, widzę jeden ring, stojących spokojnie przy nim ludzi, i... biegających panów, którzy galopowali dookoła ringu i nawoływali psy, wszyscy w tym samym czasie co dawało niemożliwie irytujący hałas, coś w porównaniu do typowej przerwy w podstawówce. Jeśli w tym momencie wiesz już o jakiej rasie jest mowa, to brawa dla ciebie, możesz już stąd wyjść. Nie no żartuję zostań jeszcze. Ale do rzeczy; Byłam ciekawa jak w ogóle zachowują się psy na ringu podczas takiej... patologii. Ja gdybym była tym psem pewnie zestresowałabym się i skuliła ogon albo chodziła przyczajona i gotowa do ataku, bo przecież jakieś dwudziestu chłopa lata dookoła mojego ringu i krzyczy nagle dziwne i niepokojące dźwięki których dotąd nie słyszałam. Kiedy dopchałam się do ringu było tak jak myślałam, Owczarki niemieckie chodziło jak po polu minowym i nie wiedziały co się dzieje, niektóre rozglądały się we wszystkie cztery strony świata, inne nie chciały chodzić, niektóre wyszarpywały się z ringówek.. CO TO BYŁO. Sądzę że każdy chciał aby jego pies prezentował się najlepiej i nadstawiał uszu kiedy jego pan wydurnia się poza ringiem. Niestety, wszyscy tak pomyśleli i wyszło jak wyszło. 

Zdjęcie słodkiego papisia na odreagowanie negatywnych emocji spowodowanych powyższym tekstem!!!

Po za tą jedną... dosyć dziwną sytuacją (przynajmniej dla mnie) wystawa jak najbardziej na plus dla psiej psychiki. Na ogół pieski zadowolone, radośnie skacząc na pana po wyjściu z ringu.. To na prawdę super widok ;) Pomijając kwestię borderów i tego jaka wygrała suka... Moja opinia - albo to było ustawiane, albo sędzia to idiota. 

Ale dość już tej literatury, teraz niewielki spam fotkami, które robiłam okazyjnie Canonem 50D.










Do zobaczenia za rok! ;)



poniedziałek, 8 września 2014

3 miesiace wolnosci - czyli wakacje 2014

UWAGA! tasiemiec, czytasz na własną odpowiedzialność. 

Gdzie byliśmy jak nas nie było? Czerwiec był nudnym miesiącem, mimo iż był wolny od szkoły to spędziliśmy go w rodzinnym mieście nie robiąc nic konkretnego. Można powiedzieć że odsypialiśmy cały rok szkolny i marnowaliśmy czas na nic nierobieniu. Lipiec zaczęliśmy z grubej rury, pakowanie i na drugi koniec polski - Olsztyn siti. Tam czekał już na nas pewien borderek z którym żyliśmy dobre 3 i pół tygodnia pod jednym dachem, nie wiem, może ktoś go kojarzy, Hero się nazywa :P




Także powiem z czystym sumieniem, Olsztyna długo nie zapomnę, ten miesiąc był bogaty w na prawdę wiele atrakcji i przeżyć w większości dobrych, tylko droga do domu była nieco stresująca, ale o tym może kiedy indziej :P

W lipcu byliśmy też dodatkowo na naszym pierwszym seminarium z motywacji do którego wplecione zostało też rally-o. I tak się stało że mój pies który miał ogroomny problem ze skupianiem się wśród innych psów (a tam było ich aż 8!) szybko i dokładnie (szybciej od pewnego czeko borderka :P ) przeszedł cały tor, zawahał się tylko w slalomie, ale to moja wina gdyż ja nie umiem za bardzo wchodzić w niego lewym barkiem, lepiej prowadzić mi psa po prawej >.<) Zostawał wśród innych psów niczym mistrz! Z przywołaniem z zostawania na początku można rzec była masakra ale po dwóch sesjach i radach od p. Magdy i to się naprawiło. No po prostu skarb nie pies ^^

Spotkałam również wiele osób z którymi wcześniej mogłam tylko popisać, to między innymi była Ania od Barkasa którą znam już kupę lat a nigdy nie było okazji się spotkać. Zostawiła mi po sobie rewelacyjne fotki i wspomnienia, o których na myśl na buzi samoistnie robi się wieelki banan :D



Psotka to nie jedyna osoba którą miałam okazje poznać, była jeszcze między innymi Ewa od Kazana, czy Natalia od Giny no i oczywiście moja kochana Zuza i Atomiszcz dla której należą się największe brawa, bo gdyby nie ta istotka, to marny byłby mój los także jak to czytasz to wiedz że nadal jestem Ci wdzięczna :D 

Od prawej: Hero, Gina, Ozzy, Atom



Od lewej: Ania, Ewa i ja :3








Kiedy się pakowałam nie wiedziałam czy dobrze robię zabierając Oziego, ale teraz po tym wszystkim mogę powiedzieć, że spisał się na medal (po za okresem kiedy był mokry i postanowił się na mnie mścić udając kapryśnego pekina z tych wszystkich kawałów :P ) Ale przy drugiej wizycie w Warszawie, tym razem już z samą Zuz ładnie pracował mimo upału rozumiał czego od niego oczekiwałam. W pociągu był niewzruszony ani tym że dookoła niego taki huk, ani to że siedzimy w przedziale dla rowerów, ani samym faktem że jedzie w czymś w czym nigdy dotąd nie jechał. Z wejściem do środka też nie było żadnych problemów, zrobił to jakby jeżdżenie koleją to była rutyna :P 
W pociągu, przedział dla rowerów taki przestronny wow xD

Ozi w warszawskim metrze <3

Atom radzi sobie z upałem :P

Od prawej: Noga Sandry, Zuza, Natalia, Krzysiek


W lipcu na prawdę dużo się działo, nawet ja - osobowość antyfrisbowa i antyborderowa przekonałam się (trochę :P) do jednego i drugiego, a połączenie tych dwóch rzeczy wcale najgorsze nie jest, powiem więcej, nawet mi się podobało, o! :D



Na koniec tego tasiemca pragnę podać kilka linków do na prawdę super fotografów, przed których obiektywem miał przyjemność stanąć Ozi




Ewa Kaczmarek (która chyba usunęła fp, bo nie mogę znaleźć xd)


DODATKOWO pragnę przeprosić ich za to co zrobiłam z jakością ich prac, ale niestety oryginały są u Sandry na komputerze więc mi nie pozostało nic innego jak pościągać je bezczelnie z fejsbuków i tym podobne, wybaczcie xD



piątek, 16 maja 2014

Parę szczebli wyżej

Szósteczka to taka piękna liczba, i właśnie taką liczbę lat dzielę z moją małą rudą patelnią ;) 


Nawet nie wiem kiedy to zleciało, podsumowania jako takiego też nie będę robić, bo uważam to za zbędne.
Pragnę tylko wtrącić, że to małe płaskomordne z fotki wyżej pokazało mi czym jest pasja.
Powtarzam to jak zepsuta płyta, ale jeśli ma się chęci i głowę na swoim miejscu, osiągniemy swój cel. 



Ja konkretów nie podam, bo zawsze jest taka blokada narzucona z 'góry', że jak się czymś chwali, to zawsze stanie się coś, przez co nam się TO nie uda. Ale dzięki temu małemu psu z bardzo chłonnym móżdżkiem odnalazłam sens życia, i jestem mu za to dozgonnie wdzięczna.

Te sześc lat można podzielić na etapy, pierwszy etap ciągnął się dwa długie lata, i Ozzy był psem kanapowo-spacerowym, drugi etap otwiera moja chęć nauki, wypróbowania rzeczy które zaczęły mnie interesować, a mając pod ręku tylko jego, było oczywiste kto będzie moim króliczkiem doświadczalnym :P

No i się zaczęło. 
Wszelkie próby, wzloty, upadki, niechęć, gubienie mózgu, poznawanie siebie na wzajem, wzmacnianie więzi, mini pokazy wszelakich sztuczek dla przedszkola czy podstawówek, i nareszcie wkraczanie w ścieżkę agility, krótką ścieżkę, bo na drodze pojawiła się poważna choroba, którą wspominam jako najgorszy okres w moim życiu. I nagle wszystko runęło, nie było nic tylko okaleczony, bezwładny pies, weterynarz, leki, zastrzyki, smutek, żal, rozpacz i myśl "co by było gdyby" ale było już za późno na gdybanie. Nawet myślami nie chcę do tego wracać. Jednak pamiętam doskonale minę weterynarza po serii zabiegów laserowych, i to co nam narzucił, a mianowicie uśpienie psa, gdyż dalsze lasery nie mają sensu. Niedowład jest nieodwracalny, próbowaliśmy walczyć, nic z tego. Chcieliśmy dać mu jeszcze chodź kilka dni. Wydawać by się mogło że to koniec, aż tu nagle, któregoś pięknego poranka, kiedy wstałam do szkoły mój pies, po dwóch i pół miesiącach walki merdnął ogonkiem.. Pamiętam, popłakałam się jak mała dziewczynka, jedna nadzieja powróciła, wiedziałam że to jeszcze nie koniec. 


Po burzy zawsze wychodzi słońce, tak stało się i tutaj. 
Zaczęliśmy odbudowywać to co zniszczyła choroba, zaczęliśmy uczyć się nowych rzeczy, ja zaczęłam łapać doświadczenie, i znów stanęliśmy przed tym co zaczęliśm, agility. Konsultacja weterynaryjna nie dała nam złudzeń. Pies nie może ćwiczyć regularnie, nie może obciążać tylnej części swojego ciała, zwłaszcza łap. Zalecił stopniowe wyrabianie mięśni, poprawa kondycji a pies będzie towarzyszył mi jeszcze przez kilka długich lat. Tak też się stało. Agility to nie nasze główne zajęcie, a odskocznia, chwilowa zabawa.

https://www.youtube.com/watch?v=hGxDupN5Jw0 

Stara się, ja widzę to i doceniam. Wszelkie błędy są wyłącznie z mojej strony. 


Trzymam mamo!

Ciągła chęć uczenia się nowych rzeczy, i łatwość z jaką ją przyswaja zaskakuje mnie każdego dnia.
Czasem mam wrażenie, że zanim zdążę mu coś wytłumaczyć on już wie o co mi chodzi. 
Mały geniusz, i co z tego że jest rudy :P 

Kocham go, Ozzy to najlepsze co mnie w tym moim życiu spotkało. 
Postaram się zrobić na dniach zdjęcie w statyce.
Miłej nocki ;) 



Mamy swój kanał, na którym od czasu do czasu umieszczamy nowinki.
Można pooglądać starocie, niedługo coś nowego tam wpadnie ;) 



poniedziałek, 24 marca 2014

Kulawy powrót do formy

Z żalem muszę przyznać że przez zimę nieźle nam się rozleniwiło, popsuło się praktycznie wszystko, jedno trochę, inne całkiem ale na szczęście są rzeczy które poprawiać nie trzeba. Pracowaliśmy przeważnie w domu, wiadomo łatwy poziom narzuciłam, trudno jest wrócić na dwór, we wszelakie rozproszenia.. Nawet nie chcę myśleć co będzie jak hopeczki rozstawię >.<


Ok jest między innymi z dostawianiem, to moim zdaniem się nawet ciut poprawiło :D
Czego nie mogę powiedzieć o hardcorowym zostawaniu z którego byłam taak dumna, no i przywołanie jako tako upadło. 
Za bardzo się burek nakręca na zabawkę, co mi się nie podoba bo nakręcony był na pracę a nagroda była w swoim czasie.  Łaknie jak nigdy kontaktów z psami, nawet tymi dużymi gdzie wcześniej totalnie miał je w poważaniu, nie były godne spędzić chodź chwili w jego towarzystwie :P


Ale ogółem nie jest tragicznie i wszystko da się wypracować, także nie załamujemy się, tylko pracujemy! 

Sezon pływacki wczoraj oficjalnie u nas rozpoczęty, chodź woda zimna, to nie zwątpił i postanowił wejść, przypomnieć sobie jak to było! Pomyślałam że porzucam kaczuchę niech trochę głębiej wejdzie w wodę, no i miałam za swoje, woda zniosła kaczkę sporo od brzegu, a Ozz stwierdził że jak ja wrzuciłam to i ja powinnam bohatersko ją uratować, było trudno i męczyłam się z tym dziadostwem dobre 20 minut, już nawet zwątpiłam ale kaczka bezpiecznie podpłynęła do drugiego brzegu i została ocalona! :P


Notki mega nieregularnie, ale jakoś nie mogę się zmotywować :<
No i niedługo poruszę pewien delikatny temat, także czekać i czytać! :D 


niedziela, 26 stycznia 2014

Jak to jest z tymi mordercami.

Dawno dawno temu źli ludzie wykorzystywali TTB do walk psów. Wznosiło to sensacje u wielu, oburzenie u jeszcze większej liczby ludzi ale byli też tacy którzy pomyśleli "kurczę, ja też tak chcę" I przez takich, najłagodniej określając - idiotów - plaga "złych psów" BO Terriery Typu Bull się powiększała i powiększała. W niektórych krajach wniesiono kategoryczny zakaz posiadania takich psów, w innych znowu była określona liczba a inne zażyczyły sobie pozwolenia na trzymanie takiego psa. Ludzie jednak na nieszczęście jakoś sobie radzili, wychowując coraz więcej psów na przysłowiowych "morderców" gdzieś w zakamarkach ciemnych ulic, piwnicach domów czy szopach żeby tylko móc się pochwalić
 "mam psa mordercę, i co podskoczysz mi?" 


Po pewnym czasie zaczęło się pojawiać w mediach dużo intryg z udziałem tejże grupy psów. Raz zostało pogryzione dziecko, drugi raz właściciel, później znów o pogryzionych pieskach czy przypadkowych ludziach. Zawsze pisze się jaki to zły pies bo pogryzł dziecko ale nigdy nie są wyjaśnione okoliczności zdarzenia, ani to kto i jak wychował owego psa. Zawsze, bez względu na wszystko to wina psa. Nikt nie wini właściciela, nikt nie wini osoby poszkodowanej (bo często, chodź nieświadomie, a jednak to ich wina) najprościej powiedzieć że to wina psa, bo jest TTB.  




Dziewczynka szła spacerkiem do sklepu. Miała do przejścia zaledwie 500 metrów. Wtedy przez otwartą bramę na jednej posesji wybiegł rozszalały amstaff. 
"Chciałam się zasłonić, ale gryzł mnie po twarzy, szyi, uszach, rękach i nogach. Ile sił w gardle wzywała pomocy. Z sąsiedniego domu szybko wybiegli sąsiedzi i zaczęli okładać amstaffa łopatą."


Amstaff podbiegł do matki z córką i bez ostrzeżenia rzucił się na dziewczynkę. Zaczął ją gryźć w twarz, w ręce. Pani Elżbieta natychmiast ruszyła z pomocą.
"Na szczęście nadjechał jakiś samochód. Zatrzymał się, wtedy zdołałam wepchnąć córeczkę do środka"


Mężczyzna wyszedł popołudniu na spacer ze swoim amstafem. Zwierzę miało założony kaganiec i prowadzone było na smyczy. W pewniej chwili na jego psa rzucił się inny tej samej rasy, tyle że bez kagańca, prowadzony przez 50 - letnią kobietę. Niewiasta nie była w stanie utrzymać agresywnego czworonoga.
"Wtedy poczułem silny ból w ręku, bo amstaff kobiety odgryzł mi dwa palce lewej dłoni."


Takie złe psy!! Bo dziecko tylko szło do sklepu! Bo kobiety tylko tam stały! Bo urodził się z "genem mordercy" i to wszystko jego wina!


Mnożenie tych psów stało się bardzo dochodowym przedsięwzięciem. Zaczęli pojawiać się ludzie, którym nie zależało na walkach, na rozlewaniu krwi a na dużych zarobkach. Wszyscy chcieli mieć psa dzięki któremu "będą fajni" coraz więcej młodzieży która chciała pokazać jaka ona jest zła i buntownicza kupowała psy tej rasy, ale nie wszystkich było stać na rasowego psa, tym samym coraz więcej osób zaczęło mnożyć psy wyglądem przypominające amstaffy, pitbule, bulteriery etc. Często ludzie spotykali się z nieprzyzwoitymi treściami 


"Promocja trwa do wyczerpania suki, spiesz się!"

"Rasowe szczeniaki w typie rasy!"

"Smycz 500zł szczeniak gratis!" 


Takimi sposobami, ale nie tylko *ludzka kreatywność czasem przeraża* TTB wyrobiły sobie (a raczej wyrobiono im) opinie "psa mordercy" "maszyny do zabijania" "psa agresywnego" "tylko dla dresiarzy" Stał się psem który nie ma uczuć, jest ze stali, bez serca i mózgu. To taki pies, który nie potrzebuje uwagi, miłości, regularnych posiłków, ciągłego dostępu do wody, nie potrzebuje ruchu. Ma po prostu być i reprezentować sobą jakiś chory poziom strachu, agresji, respektu. Stał się wyznacznikiem zła. Nikogo nie dziwił taki widok:



***

" Im grubszy łańcuch tym lepiej. "

***



Dzisiaj ci 'mordercy' przedstawiają się tak







Wszyscy zachwycają się malutkimi dziećmi w towarzystwie tych "złych" psów, każdy chce przegonić każdego i wstawiane są coraz to odważniejsze fotki. Każdy chce się pochwalić jakiego to on ma super ułożonego TTB, jak się z jego dzieckiem kochają. Pozwala się maluchom robić wszystko z psami, bo te nie reagują. Są spokojne i opanowane. Co rusz to nowy filmik, zdjęcie jak dziecko grzebie astowi w misce, czy zabiera bulkowi kość z pyska. Gratulować? NIE! Powiększająca się banda kretynów (przepraszam, ale inaczej określić się tego nie da) która za cel obrała sobie wyrobienie nowej "lepszej" opinii tym "potępionym" rasom nie jest świadoma tego co robi. To zazwyczaj są laiki, którzy pewni są swoich psów. Traktują je jak człowieka, nie zdając sobie sprawy z tego, że pies może zaatakować z wielu przyczyn. Może to być nagły ból zadany przez dziecko, niekomfortowa sytuacja, nagła potrzeba dominacji czy zwyczajny koniec cierpliwości. Wymieniać można by jeszcze długo.. Takim sposobem błędne koło się zamyka i wciąż słyszymy o nowych sprawach gdzie pies znów pogryzł "niewinne" dziecko, bo to psy z "genem mordercy" i nigdy się ich nie da zmienić. Trzeba pamiętać, że TTB to psy o silnym charakterze, które nie są odpowiednimi psami do domu z dziećmi czy też jako pierwszy pies dla niedoświadczonego człowieka. Ludzi taka opinia nie obchodzi, kupują psy, schroniska pękają w szwach, bezpańskie kręcą się po osiedlach "strasząc" mieszkańców swoimi pyskami, zabite leżą po lasach, czy są zakopane w dołach. 

Terriery Typu Bull mają za sobą nie za fajną przeszłość, jednak ludzie chcąc ratować ich przyszłość nieświadomie niszczą ją. Napędzają koło. Doniesień o pogryzieniach wcale nie jest mniej, bezpańskich psów, czy uśpionych również nie ubywa. Zmieniają się tylko okoliczności. Wcześniej psy te atakowały bo były szkolone na "złe" a teraz atakują
"bo mają gen mordercy i nic ich już nie zmieni." 

Jedyne co nasuwa mi się na myśl w tej chwili to
"Nie traktuj psa jak człowieka, albowiem on potraktuje Cię jak psa." 



Jeśli dobrnąłeś przez tego tasiemca aż do tego momentu to wyrazy uznania. Jeśli nie zniechęciłeś się w połowie - gratulacje. Mam cichą nadzieję mimo iż ten blog obserwuje zaledwie 27 osób któraś z nich zechce podzielić się opinią na ten temat w komentarzu.