środa, 21 lutego 2018

Trening obedience ....::cześć 1::....

Spakowana w ostatniej chwili, obym niczego nie zapomniała, pies, torba, smycz, kaganiec.... Gdzie on jest? Jak zwykle podnoszę stertę szalików z szafki na przedpokoju a on jak zwykle jest w szufladzie w pokoju.

Wychodzę z domu, pies zbiega po schodach. Znów nie zdążyłam złapać smyczy. Ciężka torba, powinnam kupić lżejsze pachołki.. I po co mi tyle zabawek, przecież i tak zawsze używam tylko piłki z raddoga i dużej neonowej saryaport.
Otwieram drzwi klatki schodowej, Chłód owiał mi policzki. Yoda rób siku.
Muszę dojść szybko na przystanek, Yoda ciągnie. Wie gdzie jedziemy.

Wsiadam, ludzie patrzą. Zawsze patrzą. Jedni patrzą i zachwycają się niebieskimi oczami psa, inni patrzą z obrzydzeniem. Ich zdaniem zwierzęta nie powinny być przewożone w autobusach, to środek transportu dla ludzi, psy powinno się doczepiać do tylnego zderzaka, jeszcze pobrudzą podłogę łapkami.
Staję tam gdzie zawsze, w miejscu przeznaczonym dla wózków. Kładę torbę na ziemię, pewniej łapię smycz na wypadek gdyby ktoś chciał cmoknąć mi do psa. Mogłaby wtedy wpaść w niezdrowe, wysokie emocje. To niebezpieczne, zawsze wtedy kładzie uszy po sobie i zaczyna skomleć a jeśli tylko poczuje trochę luzu to skacze do człowieka. Oni nie są tego świadomi, ja jestem. Dlatego zawsze muszę myśleć za nich.
Przystanek za przystankiem, ludzie wsiadają i wysiadają, każdy zwraca uwagę na psa jakby wchodził do cyrkowego namiotu i widział małpki na smyczach. Pies na ulicy nie wzbudza zainteresowania, ale pies w autobusie jest niesamowitą atrakcją.
Na kolejnym przystanku wysiadam. Muszę podejść do drzwi, inaczej kierowca się nie zatrzyma. Łapię torbę, zarzucam sobie na ramię, pies podchodzi do drzwi i zatrzymuje się na nich nosem. Obserwuje. Czasem zastanawiam się dlaczego za każdym razem musi dotknąć nosem przezroczystych drzwi.. Może lubi obserwować jak wszystko zostaje w tyle, albo po prostu lubi chłód szyby na nosie. Nigdy się tego nie dowiem.

Wysiadam, ludzie którzy chcieli wsiąść schodzą mi z drogi. Zdejmuję kaganiec i zapinam go na ramię od torby. Yoda na najbliższym trawniku robi kupkę. Boże, czy ona zawsze musi tu to robić? Gdzie te woreczki..

Idę szybkim krokiem w stronę świateł. Są podwójne, muszę szybko przebierać nogami aby zdążyć przejść na drugą stronę. Niby blisko, a jednak daleko. Wydaje mi się że kierowcy patrząc na mnie mają ubaw jak szybko muszę iść by zdążyć przed czerwonym.

Idę długim chodnikiem z psem który ciągnie jak parowóz, ona wie co się zaraz stanie. Mijam przystanek, jestem zadowolona bo Yoda z radości wynikającej ze zbliżającego się treningu przechodzi obojętnie obok ludzi mimo że chodnik jest dość wąski. Niby nic wielkiego, jednak dla mnie to coś na prawdę niesamowitego. Schodzę po betonowych schodach i jestem już prawie w przejściu które prowadzi do parku. Jeszcze tylko minąć kaczki, wdrapać się na górkę i możemy zaczynać. Już mi nie jest zimno, endorfiny we mnie buzują, Yoda to widzi. Też się cieszy.

foto by Patrycja Kania 


CDN.